RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘cuda’

Jest jak jest

19 mar

Jest jak jest.     Erich Fried

To jest nonsens- mówi rozsądek

To jest właśnie tak, jak jest – mówi miłość

To jest nieszczęście- mówi wyrachowanie

To przynosi tylko ból- mówi strach

To nie ma żadnej perspektywy-  mówi wyrozumiałość

To jest właśnie tak, jak jest- mówi miłość

To tylko ośmiesza-  mówi duma

To jest nierozważność- mówi ostrożność

To jest niemożliwe- mówi doświadczenie

To jest właśnie tak, jak jest- mówi miłość

( moje wolne, własne tłumaczenie)

 

Szybko i jeszcze szybciej rozprzestrzeniają sią opinie, poglądy, mniemania. Nie ważne czy chcemy je znać, czy nie. Jak często inni usiłują nam przekazać swoje opinie i nas przekonać do swoich poglądów. Bo dla głosiciela, tylko one wydają się tylko prawdą ostateczną. Głębsza refleksja, zamyślenie, przemyślenie własnych myśli, wyszły coś z mody. Prawie każdy z nas jest przekonany, że to właśnie jego punkt widzenia jest słuszny i poprawny i inni powinni go także podzielać. Ostatecznie zapominamy, że także nasze prawdy jak większość zjawisk w naszym życiu, są bardziej złożone i spojrzeć na nie należy ze wszystkich stron. Nie tylko z jednej, tak jak w tym wierszu Ericha Frieda

 

 
 

Czas, ci mali i ci starzy

15 lip

Powstaje nowe życie. Inne zmierza do końca. Dzieciom wydaje się, że świat jest niezniszczalny. Starsi wiedzą, że jest on bardzo kruchy i delikatny. Wspólną tajemnicą dzieci i seniorów jest intensywne i autentyczne życie. To oni zachwycają się stokrotkami rosnącymi na trawniku, tuż za blokiem. Obserwują z wielką uwagą koparkę na najbliższej budowie. Karmią gołębie z ręki  kaszą jaglaną na starówce. Dla jednych i dla drugich zatrzymuje się wtedy czas. Ci pierwsi nie  mają jeszcze poczucia czasu, życie jest dla nich nieskończenie długie. Tym drugim już jest wszystko jedno, już nie są przerażeni tak szybko upływającymi godzinami. Wiedzą, że każda minuta jest bezcenna. Każdy z nich jest zachwycony aktualnym momentem i zauroczony obecną sytuacją.

Człowiek i czas. Co my możemy o nim wiedzieć. Najstarsze drzewo na świecie, to sosna, rośnie w USA i ma 5065 lat. Alpy mają 30 milionów lat i należą do górskiej młodzieży. Słońce świeci już 4,5 miliardów lat. A my ludzie? Z przeciętnym wiekiem 73 lata. Z drugiej strony tylko my ludzie mamy mgliste wyobrażenie czasu. Cyklicznie powtarzające się 4 pory roku i rytm dobowy towarzyszą nam od początku naszego człowieczeństwa. Od pewnego czasu mamy też zegary, słoneczne, piaskowe, wahadłowe, a obecnie nawet atomowe. Próbujemy mieć kontrolę nad naszym czasem, nastawiamy budziki, terminy notujemy w kalendarzach albo w tabletach.

Z każdym dniem starzejemy się jednak. Obok okularów, aparatów słuchowych i innych dolegliwości mamy jedną, jedyną dogodność. Posiadamy wiedzę i opanowanie. Tyle doświadczyliśmy w życiu. Przeszliśmy taką długą drogę. A to co dla nas jeszcze zostało wydaje na się bezcenne. Nie oczekujemy już wielkich niespodzianek. Dla tych co chcą mamy dobra radę, dla innych ciepły uśmiech i zrozumienie. Mówimy, że wszyscy jesteśmy tacy sami, ci mali i ci starzy i ci pomiędzy. Tylko nie zapominajmy, wszyscy jesteśmy jedyni i niepowtarzalni.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, cuda

 

Nasza mowa codzienna- eksperyment.

19 maj

Ostatnio polubiłam eksperymentowanie. Właściwie moje spotkanie z minimalizmem, przestało już być eksperymentem, przekształciło się w moją filozofię życia. Dzisiaj jednak o czymś innym, do minimalizmu jeszcze powrócę. Ostatnie 4 tygodnie skoncentrowałyśmy się, ja i moja przyjaciółka Steffi, naszym możliwościom komunikacji. Interesowała nas tylko werbalna komunikacja. Tą możliwość porozumiewania się , otrzymaliśmy w darze tylko my ludzie. Wiemy wszyscy, że słowami można między innymi: pocieszyć, wzmocnić, albo zniechęcić a nawet zranić. I to nie tylko innych, także nas samych. Każde wypowiedziane przez nas zdanie niesie wiadomość dla naszego umysłu, ciała i ducha. Postanowiłyśmy spróbować (ja i moja przyjaciółka), nasze słowa użyć jako czarodziejską formę przekazu dla naszego i ogólnego stanu mentalno- duchowego. Prościej mówiąc: uważać na to jak i co mówimy, aby nie skrzywdzić siebie i innych. Na początek  zrobiłyśmy krótkie notatki, co byśmy chciały zmienić. Po pierwsze, zacząć inaczej myśleć, umieć już w myślach powiedzieć ,,stop, nieprawidłowo myślę, należy to przekształcić”. To stało się też dla nas pierwszym wyzwaniem. Ważne stało się też zaniechanie używanie słów muszę, musimy itp. Poprzez to wzmacniamy nasze pozytywne uczucia i odsuwamy się od negatywnych. Mówiąc ,, muszę upiec ciasto, albo muszę iść na zakupy” sami zmuszamy się do czegoś. A przecież my nic nie musimy, tylko chcemy, albo mamy ochotę. Lepiej powiedzieć ,, idę na zakupy, mam ochotę upiec lub będę piekła ciasto”. Staramy się odejść do negatywnego formułowania naszych myśli i wypowiedzi. Tak często używane przez nas nie boję się tego, albo nie jestem smutna, wymieniłyśmy na jestem zadowolona i cieszę się z tego. Do naszej świadomości docierają bowiem w pierwszej kolejności i są dalej przetwarzane słowa: smutek, strach. To „nie” tu w pozytywnym znaczeniu, zostaje gdzieś zagubione po drodze. Te negatywne zdania pozostają na długo w naszych głowach. Codziennie przeprowadzałyśmy z moją przyjaciółka intensywny, mentalny trening (wytrwale pracowaliśmy na tworzeniu się nowych synaps w naszych mózgach). Zainteresowanych odsyłam do poczytania o pojęciach takich jak: synapsy, neuroplastyka mózgu, lub do skontaktowania się ze mną, a ja podpowiem wszelkie szczegóły. Wyraz problem, tak bardzo podobny we wszystkich znanych, mi językach zastąpiłyśmy innymi, dobrze już nam znanymi: wyzwaniem, kłopotami. Mówiłyśmy: spotkało nas nowe wyzwanie w pracy, zamiast mamy problemy w pracy. Nawet te pozornie neutralne wyrazy, które tylko u nas wywoływały negatywne skojarzenia, zostały  wyrzucone z naszego języka. Po co się niepotrzebnie obciążać.

Przez pierwszy tydzień, wypracowałyśmy ze Steffi nowe, podstawowe modele językowe. Natychmiast przechodziłyśmy do praktyki, funkcjonowało to bardzo dobrze. Pomału przyzwyczajałyśmy się do tego nowego sposobu komunikacji. Próbujemy cały czas odejść od starych schematów myślowych i językowych. Jesteśmy bardzo wrażliwe na rezultaty naszych słów, blokujemy już w myślach to, co nam albo innym może sprawić ból. Nie zawsze nam to wychodzi, ale staramy się, znaleźć radośniejszą alternatywę. Pamiętajmy nasze myśli i nasze słowa tworzą naszą rzeczywistość. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do kontaktu ze mną. Pozdrawiam. Iwona

 
 

Czekoladowe makaroniki, przysmak z Paryża.

15 sty

Już w jednym z wcześniejszych postów opisałam moją miłość do francuskich makaroników, ( Świat kolorów, 2.02.2014). Przedstawiłam tam też dwa podstawowe przepisy. Zapraszam do zapoznania się z tym wpisem, jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, albo wątpliwości, piszcie proszę, ja chętnie podzielę się z Wami moją miłością do makaroników i wiedzą o ich przyrządzaniu. Dzisiaj  powracam do makaroników. Te małe ciasteczka są dla mnie kreatywnymi duchami.Przełożone kremem maślanym smakują tak samo wyśmienicie jak przełożone lodami i owocami . Ostatnio jadłam makaroniki w Berlinie z Lafayette.
Przeogromna paleta smakowo-wizualna. Ale to już mistrzowie, pozostańmy przy naszych cukierniczych kreacjach.

Ponieważ nadają się doskonale na karnawałowe spotkania, upiekłam 50 ciasteczek. Połowę o smaku czekoladowym, przełożone  kremem czekoladowo-truflowym. Resztę  w kolorze różu, przełożyłam kremem morelowo-truskawkowym. Poniżej zamieszczę jeszcze dwa inne kremy, którymi także możemy przełożyć makaroniki.

Na końcu wpisu, znajdziecie listę z  kuchennymi przyborami potrzebnymi do pieczenia ciasteczek, oraz kilka praktycznych rad. Niestety makaroniki są bardzo kapryśne i wymagają od nas całkowitego poświęcenia. Miłego czarowania w kuchni.

Czekoladowe makaroniki. Przepis na 25 sztuk.

170 g cukru pudru,90 g drobno zmielonych migdałów, 2 łyżki kakao, 90 g białek, 2 łyżki drobnego cukru. Jeżeli chcemy upiec makaroniki bez kakao, bierzemy 110 g zmielonych migdałów i odrobinę farby spożywczej do uzyskania odpowiedniego koloru.

Opis uzyskania mąki migdałowej znajdziecie we wpisie z 2 lutego 2014 ” Świat kolorów”. Wymieszać zmielone migdały z cukrem waniliowym i kakao. Jeszcze raz przesiać to przez sito. Białka ubić, dodać cukier i dalej ubijać, aż do sztywności. Do białek dodać przesianą mąkę migdałową z cukrem pudrem i kakao. Delikatnie wymieszać, aż do uzyskania jednolitego ciasta. Jeżeli nie posiadamy specjalnej silikonowej maty do pieczenia makaroników, narysować na papierze do pieczenia koła o średnicy około 2,5cm. Przełożyć ciasto do szprycy. Na narysowane okręgi wyciskać ciasto, pozostawić trochę miejsca, bowiem ciasto rozleje się dalej. Pozostawić na blaszce na około 40 minut. Na cieście utworzy się delikatna skórka. Piekarnik rozgrzać do 125 stopni. Ciasteczka piec nisko umieszczone w piekarniku, przez około 20 minut.

Krem czekoladowo- truflowy

125 g gorzkiej czekolady,100 g śmietanki kremówki, 1łyżka miodu, kleks ciepłego masła, 1,5 łyżki likieru pomarańczowego.

Czekoladę drobno pokroić. Śmietanę zagotować z miodem, zdjąć z ognia i natychmiast dodać czekoladę. Mieszać aż do rozpuszczenia czekolady, dodać masło, wymieszać, dodać likier, i znów wymieszać. Masę pozostawić do ostygnięcia, 2-3 godziny w temperaturze pokojowej, albo 15 minut w lodówce.

Na jedno ciasteczko wycisnąć krem, przełożyć drugim ciasteczkiem. Włożyć do lodówki. Trzymane w lodówce zachowują świeżość przez tydzień.

Krem  ze składników kupionych w sklepie spożywczym.

50 g serka mascarpone, 50 g kremu Nutella. Wymieszać trzepaczką do ubijania. Dalej postępować jak wyżej.

Krem morelowo-truskawkowy.

100 truskawek, ja używam mrożonych, 100 miękkich suszonych moreli, ewentualnie łyżka wody, otarta skórka z cytryny albo limetki, można użyć barwnika spożywczego.

Zagotować owoce, poczekać do odparowania wody, lekko ostudzić. Zmiksować ze skórką i opcjonalnie z barwnikiem spożywczym na gęsty krem. Przełożyć do szprycy i ostudzić. Na jedno ciasteczko wyciskać krem,  przykryć  drugim ciasteczkiem, włożyć do lodówki. Utrzymują świeżość przez tydzień.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii cuda, przepisy

 

Kwiat lotosu, czyli lustrzane neurony.

26 lip

DSCN0091[1]        Już jak dziecko źle się czułam w mojej skórze, w moim otoczeniu, w moim ówczesnym punkcie życia. Chciałam inaczej wyglądać, ładnie śpiewać i tańczyć ( niestety słoń mi nadepnął na uchu), nie mieć uczulenia ( o alergii jeszcze się wtedy nie mówiło), gdzie indziej mieszkać. Chciałam być bardziej kochana, bardziej doceniana, mieć po prostu inne, nie MOJE ŻYCIE. Lata przemijały, a ja cierpiałam i marzyłam, że żyję innym życiem. Dziś już wiem, że jako dziecko odbijałam myśli i czyny moich rodziców, którzy usilnie pragnęli, żebym była inna.

W nie tak bardzo odległej przeszłości przeczytałam zdanie wypowiedziane przez mistrza Zen, niestety nie wiem jakiego. ” Obojętnie jak się na to spojrzy, jesteś tylko tutaj, bo TWÓJ ŚWIAT jest z tobą. Ten świat narodził się z pierwszym twoim oddechem”. To zdanie wstrząsnęło mną i niepokoiło mnie przez długi czas.

Dojrzewałam duchowo, trochę to trwało. Wreszcie podjęłam decyzję. Zaproszę MOJE ŻYCIE na spotkanie, porozmawiam z nim, spróbujemy zrobić wspólny remanent. Na pierwsze spotkanie wybrałam ogród botaniczny, ławeczkę obok kwiatów lotosu. Już starożytni zachwycali się tym kwiatem. Mnie też on fascynuje swoim wyglądem i symboliką. Trudne i bolesne to były rozmowy. MOJE ŻYCIE  przejęło od razu inicjatywę i było dla mnie swego rodzaju terapeutą. Już na początku naszych spotkań MOJE ŻYCIE zdradziło mi fascynującą tajemnicę, że wszystko potrzebne do mojego szczęścia znajdę w sobie, i że to ja jestem stwórcą i twórcą MOJEGO ŻYCIA. Tylko ja znam je tak dobrze i widzę tak, jak chcę, więc bardzo subiektywnie. Mogę dzielić się nim z innymi, albo zamknąć się i odciąć od innych. Tylko ja i ono. Przychodząc na świat zostałam obdarowana: wielką odpowiedzialnością ( za niego) oraz siłami tworzenia i przetwarzania (jego). MOJE ŻYCIE domagało się ode mnie odpowiedzi na pytania. Jak buduję i odbieram mój świat? Jak traktuję spotkanych ludzi? Jaki mam stosunek do wszelkich innych istot dzielących ze mną moją egzystencję? Jestem skromna, rozrzutna, zachłanna, sprawiedliwa? Co podtrzymuje mój świat, miłość i zaufanie, czy raczej przeciwne uczucia?  A najważniejsze, czy kocham siebie samą? Długo nie potrafiłam kochać siebie samej. Była to dla mnie miłość obciążona winą i grzechem. Powoli zaczynałam rozumieć,  że miłość to podstawa wszelkiego bytu. Nie możemy miłości dalej przekazywać, nie kochając nas samych. Mając deficyty miłości w naszym sercu, oczekujemy jej jeszcze zachłanniej od innych. Niestety, często nie umiemy przyjąć tego daru. Nie kochając siebie, nie wierzymy, że inni mogą nas kochać.

Naukowcy zajmujący się badaniami mózgu stwierdzili, że tzw.” lustrzane neurony” spełniają bardzo ważną rolę w naszych stosunkach międzyludzkich. Po prostu często odbijamy zachowanie innych, przejmujemy ich sposób patrzenia na świat. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że wszystko co robimy, jest jakby zaprogramowane przez zachowanie tych z którymi obcujemy. Nie zauważamy tego, bo jest to proces dla nas niewidoczny. Nie wpadajmy jednak w panikę z tego powodu. MOJE ŻYCIE podpowiedziało mi, jak mam to zjawisko pozytywnie wykorzystać. Nie tylko do usprawiedliwienia moich poczynań. Moim miłym słowem, uśmiechem,pochwałą, zaufaniem, aprobatą, docenieniem innych mogę ten świat trochę polepszyć. Z każdym dniem będzie on ładniejszy i miał więcej uroku dla mnie i dla wszystkich innych.DSCN0093[1]

 
 

Refleksja czyli powrót anioła.

15 lip

” Żeby moje dzieci, miały lepiej w życiu ode mnie”. ” Nie będę popełniał błędów wychowawczych moich rodziców”. Każdy z nas zna te zdania. Nie chcę znać odpowiedzi, jak to przebiegło praktycznie. Opiszę moją własną refleksję.

Przychodzącemu dziecku na świat, towarzyszy anioł. Dlatego dzieci są takie szczęśliwe i promieniują wręcz miłością. Dlaczego więc tak obficie obdarowani nie jesteśmy szczęśliwi w naszym późniejszym życiu, jak byliśmy w czasach dzieciństwa. Nie obdarzamy zbyt wielu ludzi miłością, a nasz anioł się gdzieś zapodział.DSCN0057[1]

Zarówno moi rodzice, jak i ja, mieliśmy pewien plan dotyczący wychowania dzieci. Staraliśmy się, miało być wszystko wspaniale, dzieci miały być szczęśliwe i beztroskie, a nieco później w dorosłym życiu bez wiekszych problemów i trosk. Moi rodzice zawsze wiedzieli, co dla mnie jest najlepsze. Dorastając przestałam pytać dlaczego i oczekiwać konstruktywnych odpowiedzi.” Bo nie”, to była ulubiona odpowiedź mojego taty. Na tym kończyła się nasza nigdy nie rozpoczęta rozmowa.

Chyba jednak, coś nie wyszło z tym idealnym wychowaniwm. Ja robiłam podobne błedy jak moi rodzice, a oni te same co ich rodzice. Przekazywaliśmy wnoszoną w sobie energię wychowania od pokoleń na nasze dzieci jak złą klątwę. Wychowywaliśmy nasze dzieci nie tak jak chcieliśmy, ale tak jak byliśmy zaprogramowani przez naszych rodziców od pokoleń.

Wrażliwe, małe dziecko wyczuwa bardzo wcześnie potrzeby swoich i opiekunów. Próbuje wpasować się w ramkę, którą dla niego  zbudowaliśmy: miłe, kochane dziecko. W ten  sposób zaczyna zatracać swoją indywidualność i gubić swojego anioła. Wyrzeka się własnej natury i tłamsi anioła noszonego w sobie, aż w końcu go gubi.  Dużo podejmowanych decyzji i czynów z naszego dorosłego życia opiera sie jeszcze na zaspokojaniu naszych dziecięcych potrzeb ( one tkwią jeszcze w nas ), a jeżeli jesteśmy już sami rodzicami….Będąć dziećmi nie czuliśmy się przepełnieni miłością, a tak bardzo jej potrzebowaliśmy. Byliśmy oceniani wg naszych wyników i osiągnięć, a chcieliśmy być kochani za nic, nigdy nie byliśmy wystarczająco dobrzy, a tak sie staraliśmy. Nie postrzegano nas jako samodzielne osoby z własnym charakterem, musielismy byc tacy jakie były wyobrażenia o nas naszych rodziców. Przecież, oni wiedzieli lepiej i robili to wszystko dla naszego dobra. Obecnie jesteśmy my, a także częściowo nasze dzieci dorosłymi ludźmi i jest już za późno na zaspokojenie naszych dziecięcych potrzeb. Nie ma powrotu do naszego dzieciństwa, albo do czasu wychowywania własnych dzieci. Uznanie albo miłość które teraz dostajemy (jeżeli dostajemy ), albo którymi obdarzamy, niestety nie wypełni pustej przestrzeni powstałej z jej braku w dzieciństwie. Nie próbujmy też tej luki zignorować, albo ją zepchnąć w niepamięć. Pamiętajmy o niej i potraktujmy ja poważnie. Nie próbujmy szacunku i miłości, których nam tak bardzo brakowało, na siłe otrzymywac od naszych dzieci ( tak jak robili to nasi rodzice i przakazywali nam naszą klątwe wychowania ). Niech dzieci nie będą odpowiedzialne za nasze szczęście w życiu dorosłym.   A ponieważ dzieci kochają rodziców ponad wszystko, będą starały się być dobrymi i jeszcze lepszymi, nawet za cenę zranienia swojej duszy i utraty anioła. Będą zaspokajały nasze pragnienia, ale nie będą się rozwijać jako indywidualności. Dorośli szukają nieustannie uspraiwdliwień, zarówno byłe dzieci, jak i rodzice.” Nie umiałem inaczej”,” Były cięzkie czasy”, ” No tak źle też nie miałem, jako dziecko”. Często kryje sie za tymi słowami cena jaka nam przyszło zapłacić za utratę naszego anioła. Brak pewności siebie, emocjonalne rozchwianie , nawet depresja i alkoholizm.

Być może dzisiaj, jako dorosłe osoby, potrafilibyśmy o tą miłość inaczej walczyc, ale  w przeszłości akceptowaliśmy absurdalne zachowanie rodziców, bo przecież byliśmy tylko dziećmi, tracącymi anioła. Wszystko co dzisiaj na ten temat powiemy, jest jakby wypowiedzią w innym języku. Naszego przeszłego życia nie da się skorygować. Nie płyńmy pod prąd. Nie próbujmy rozumieć naszych rodziców, nie szukajmy wyjaśnień. Miejmy czas na refleksję, spróbujmy powrócić do równowagi, bądźmy kreatywni. Znajdźmy  w nas samych naszego anioła a on pomoże nam zobaczyc świat na nowo. Na pewno. Powodzenia.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Anioły, Bez kategorii, cuda, życie

 

Sobótka, czyli świętujmy życie.

23 cze

21 czerwiec najkrótsza noc w roku. Pamiętam jak byłam dzieckiem nasze miasto organizowało w ten dzień festyn, zakończony puszczaniem wianków na Wiśle, a moja babcia wspomina  ze swojej młodości, nocne wyprawy do lasu w poszukiwaniu kwiatu paproci. Noc Świętojańska, noc Kopuły, albo Sobótka, tak tą noc nazywali Słowianie. Czcili w tą noc – ogień, wodę, słońce, księżyc, urodzaj,płodność, radość i miłość. Jednym słowem, życie ze wszystkimi jego aspektami.

Spróbujmy więc i my- świętować życie. Wielu z nas zapewne powie,” no tak, z założenia niezły pomysł, ale nie dzisiaj”. Znajdziemy tysiące powodów, żeby dzisiaj życia nie czcić. A to ból głowy, a to brzydka pogoda ( bo przecież nie będziemy się cieszyć życiem w deszczu). Może poczekamy z tym, aż dzieci będą większe, będziemy 5 kilo mniej ważyć i znajdziemy wreszcie pracę itp..

Nic bardziej mylnego, nie czekajmy, zacznijmy już dzisiaj. W tym szarym, przeciętnym, niedoskonałym dniu. Bo to, na co tak uparcie czekamy, nie nadejdzie,  że życie będzie nagle inne jest mrzonką. Iluzją jest wyobrażenie o życiu jako bezstresowej przyjemności, nieustannym dobrym zdrowiu i uchwytnym szczęściu. Nie, to nie jest nasze życie, bądźmy szczerzy. Jutro spojrzymy w lustro i zobaczymy 80-90 letnią staruszkę z wypisanym pytaniem na twarzy- gdzie podziało się moje życie? Pamiętajmy, że mamy je tylko jedne i, że jest ono bezcenne. A składa się tylko z chwil i momentów, no właśnie takich tak teraz. Więc czcijmy je.DSCN0007[1]

Zacznijmy od bardzo prostych zmian. Nie róbmy kilku czynności na raz, skoncentrujmy się tylko na jednej.  Słuchamy muzyki albo piszemy E-maile. Spożywamy obiad, albo czytamy książkę. We współczesnym świecie jesteśmy bardzo dumni, że mamy podzielność uwagi tzw. Multitasking. Czasu mamy coraz mniej,  nasze osiągnięcia mają być coraz bardziej doskonałe.. Nic bardziej mylnego. Im więcej zajęć znajdzie się w naszym dniu codziennym, tym mniej będziemy mieli czasu i nasze życie przeminie jak z ”bicza strzelił” i nigdy go świadomie nie przeżyjemy. Zatrzymajmy się na chwilę. Nie uciekajmy przed życiem, świętujmy jego piękne, acz normalne i codzienne momenty. Idąc skupmy się tylko na czynności „chodzenia”, odkryjmy nasze ciało, jego wspaniałą koordynację. Poczujmy jedność z naszymi stopami, mięśniami… Wygospodarujmy czas na miłe banialuki. Guzdrajmy się i radośnie marudźmy, uśmiechajmy się do drzew, rozmawiajmy z roślinami. Życie możemy świętować pozwalając sobie także na komfort leniuchowania. Nie róbmy niczego, pozwólmy naszym myślom spokojnie przychodzić i odchodzić.  Bądźmy tylko oddechem, poczujmy jego energię.

Małe gesty i momenty szczęścia przeżyte świadomie to swoiste wyznanie miłosne złożone życiu i nam samym. Jedna z możliwości świętowania i czczenia naszego życia. Teraz, dzisiaj, jutro, nie tylko w sobótkową noc.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii cuda, różności, sobótka

 

Dzień cudów, czyli zwyczajność.

27 kwi

Pod dzisiejszą datą w moim kalendarzu znalazłam wpis: ,, Dzień cudów,,. Dziś wszystkie cuda będą mile widziane, także te małe, zwyczajne codzienne cuda dostaną szansę, będą zauważone i docenione. Często robimy bilans naszego życia i stwierdzamy:

- nie jesteśmy bogaci,

– nie jesteśmy sławni,

-nie przewodzimy żadnej partii,

– nie siedzimy w zarządzie spółki,

- nie jesteśmy człowiekiem sukcesu,

- jesteśmy tylko zwyczajnymi ludżmi.

To jest już nasz pierwszy cud. ZWYCZAJNOŚĆ, ona nadaje naszym sercom i duszom pewien blask. Nie musimy posiadać na każdy temat swojego zdania, albo nieustannie dochodzić prawdy. Nas maluczkich, zwyczajnych kocha Bóg. Naszą zwyczajnością możemy obficie a nawet rozrzutnie dzielić się z innymi. Zacznijmy natychmiast po przeczytaniu tego tekstu.  Jedno nasze miłe słówo może być jak światło w ciemności dla innych. Podarowany komplement albo uśmiech, może być dalej przekazany, użyźniać glebę życia i rozkwitać jak najpiękniejszy kwiat.

 

IMG_0296[1]

 

Zainteresowanie drugim człowiekiem, dana mu przyjacielska rada czynią cuda { każdy już chyba tego doświadczył} . Moc dobrych słów to cudownie wspierająca nas i  naszą codzienność siła. Mnie dzisiaj odwiedził cud w postaci: uśmiechu, podaniu ręki, rozmowy, dobrej książki, płatka róży, kwitnącego kasztana. Każdy nasz dzień może byc takim dniem cudów, dajmy mu tylko szansę.

 

 
 
 

  • Facebook
  • Nasza Klasa