RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘życie’

Miłość

18 lut

Rodzimy się z siłą miłości. W naszym dorosłym życiu, jak często zapominamy, że ją posiadamy. Maleje nasze oddanie, zaufanie, zdolność do przebaczenia etc. Pojawia się strach i on nam towarzyszy, jemu podporządkowujemy nasze życie. A przecież miłość to potencjał. Przecież to ona a nie strach zaspakaja nasze potrzeby:  przeżycia przygód, oddania się czarowi, poznania magii i uczuciowego związania z innym człowiekiem. Miłość czaruje ale też naucza. Tłumaczy co oznacza współczucie, akceptacja, odpuszczenie, przebaczenie etc. Jednak, przede wszystkim miłość to wyznanie. Nie wszyscy chcą albo nie są gotowi to wyznanie przyjąć. Nie wszyscy wierzą w cuda. A miłość jest cudem. obserwując życie, ośmielam się powiedzieć. Miłość nie umiera, nie opuszcza nas [nawet w czasach zdrady, bólu i zwątpienia]. Niekiedy tylko usypia, na długo, albo bardzo długo. Jednakże możemy ją w każdej chwili obudzić i zaprosić do aktywnego towarzyszenia nam. Opłaca się, zaufajmy jej.

 

Jest jak jest

19 mar

Jest jak jest.     Erich Fried

To jest nonsens- mówi rozsądek

To jest właśnie tak, jak jest – mówi miłość

To jest nieszczęście- mówi wyrachowanie

To przynosi tylko ból- mówi strach

To nie ma żadnej perspektywy-  mówi wyrozumiałość

To jest właśnie tak, jak jest- mówi miłość

To tylko ośmiesza-  mówi duma

To jest nierozważność- mówi ostrożność

To jest niemożliwe- mówi doświadczenie

To jest właśnie tak, jak jest- mówi miłość

( moje wolne, własne tłumaczenie)

 

Szybko i jeszcze szybciej rozprzestrzeniają sią opinie, poglądy, mniemania. Nie ważne czy chcemy je znać, czy nie. Jak często inni usiłują nam przekazać swoje opinie i nas przekonać do swoich poglądów. Bo dla głosiciela, tylko one wydają się tylko prawdą ostateczną. Głębsza refleksja, zamyślenie, przemyślenie własnych myśli, wyszły coś z mody. Prawie każdy z nas jest przekonany, że to właśnie jego punkt widzenia jest słuszny i poprawny i inni powinni go także podzielać. Ostatecznie zapominamy, że także nasze prawdy jak większość zjawisk w naszym życiu, są bardziej złożone i spojrzeć na nie należy ze wszystkich stron. Nie tylko z jednej, tak jak w tym wierszu Ericha Frieda

 

 
 

Alfabet optymisty.

14 lis

Szczęście to te drobnostki, które robimy dla siebie i innych. Poniżej przedstawiam mały niezbędnik optymisty

A- akceptacja, akceptujmy nas samych, innych oraz sytuacje takie jakie są.

B- błędy, pamiętajmy,że każdy z nas je robi, korygujmy je z uczuciem   

C- czas, to najpiękniejszy podarunek jaki możemy zrobić innym.                                                  

D-  dzielenie się, dzielmy się tym co posiadamy. Każdy z nas ma coś w nadmiarze.                                                                                                                                              

E-  emocje, zauważmy je, zaakceptujmy, ale nie przywiązujmy ich do siebie. Niech przychodzą i odchodzą.

F- fortuna, zawsze tocz się kołem.                                                                                                     

G- gniew, ma prawo nas odwiedzić, ale niech nie pomieszkuje w nas  .                                    

H- happy end, oczekujmy go zawsze.

I- ignorować, ignorujmy naszą złość, niech przepłynie przez nas tylko.                                 

J- jedność, pamiętajmy, że tworzymy jedność ze wszystkim i wszystkimi.   

K-kochajmy.                                                                                                                                               

L- lekkość, idźmy lekko przez nasze życie.

M- miłość, obdarzajmy nią .

N- natura, pamiętajmy o niej, jest ważna, jesteśmy przecież jej cząstką.   O- oczekiwanie, najlepiej nie oczekujmy niczego.

P- Pippi Langstrump, niech cząstka z niej pozostanie w nas na zawsze.                                      

R- racja, nie musimy jej mieć , nie forsujmy jej.                                                                               

S- słońce, słonecznik, zawsze i stale albo na niebie albo na stole.                                              

T- teraźniejszość, coś co posiadamy zawsze teraz i właśnie.                                                       

U- śmiech, niech nam towarzyszy od rana i wieczora.                                                                  

V- verde, odwracajmy wszystkie sytuacje, sprawy. Wszystko ma swoją drugą stroną.              

W- wybaczanie, wybaczajmy sobie i innym.                                                                                     

Y- yoga                                                                                                                                             

Z-zgoda, szukajmy jej bez końca.                                                                                                        

Ż- żyjmy teraz i tutaj.

 
 

Szczęście pukające do naszych drzwi.

17 wrz

 

Jak to jest z tym szczęściem? Puka ono nieraz do naszych drzwi, których my nie otwieramy? Smakuje ono jak czekolada, wygląda jak fiołek i pachnie jak świeżo upieczone ciasto? Dla mnie szczęście to już nieraz parasol w bardzo deszczowy jesienny dzień, albo tęcza na niebie rozciągnięta nad całym horyzontem. Niekiedy, albo przeważnie jest to moje i wasze szczęście, takie małe i takie niepozorne, że mamy problemy z percepcją. Ale szczęście już takie jest. Każdy z nas widzi je trochę inaczej. Jak często nie zauważamy tych pięknych, szczęśliwych momentów w naszym życiu. Tylko dlatego, że jesteśmy zbyt zapracowani, zbyt zmęczeni itp. Zawsze mamy jeszcze coś do zrobienia, musimy być sprawni i w ciągłym ruchu. Jesteśmy źli na innych, obciążeni pewnymi sytuacjami, nosimy w sobie złe myśli i negatywną energię. Nasz kalendarz z terminami jest zapełniony, a nasza głowa zaplątana problemami. I jak tutaj ma nas odwiedzić szczęście.

Niestety  jesteśmy z natury pesymistami. Ten scenariusz znają chyba wszyscy. Szef zaprasza nas do swojego gabinetu. Nasza pierwsza myśl- przerażenie, czeka na nas nagana, albo wymówienie. Co zrobiliśmy źle?  Tylko niektórzy z nas pomyślą, że być może szef chce nas pochwalić za owocną pracę i dobre pomysły. Spróbujmy odwrócić nasze pesymistyczne, negatywne myślenie. Stańmy się optymistami. Nie od razu, małymi krokami. Pierwszy krok to mantra, którą powtarzamy tak często jak tylko chcemy ” obojętnie co się wydarzy, jestem gotowa widzieć wszystko optymistycznie. Wierzę w siebie i dobroć życia. Nic nie wytrąci mnie z równowagi”. Pamiętajmy jednak, że optymistyczne spojrzenie na świat, nie oznacza spojrzenia na niego przez różowe okulary. Niezauważanie problemów i godzenie się na wszystko. Optymiści traktują konflikty i swoje troski też bardzo poważnie. Akceptują je, bo wiedzą,że to wszystko należy do naszego życia. Próbują je konkretnie rozwiązywać i nie robią od razu z nich życiowych tragedii. Akceptujmy siebie z naszymi słabościami i nieumiejętnościami. Mamy przecież swoje dobre strony. Miejmy dla siebie trochę więcej czasu, zatrzymajmy się. W tej plątaninie życia pełnego stresu, posłuchajmy świergotu ptaków, powiedzmy „nie” kiedy napływają do nas negatywne myśli. Przecież wszystko jest relatywne. Wpuśćmy do nas szczęście, zauważmy je. Może właśnie puka ono do nas w tym momencie. Wszystko będzie dobrze.

 
 

Nasza mowa codzienna- eksperyment.

19 maj

Ostatnio polubiłam eksperymentowanie. Właściwie moje spotkanie z minimalizmem, przestało już być eksperymentem, przekształciło się w moją filozofię życia. Dzisiaj jednak o czymś innym, do minimalizmu jeszcze powrócę. Ostatnie 4 tygodnie skoncentrowałyśmy się, ja i moja przyjaciółka Steffi, naszym możliwościom komunikacji. Interesowała nas tylko werbalna komunikacja. Tą możliwość porozumiewania się , otrzymaliśmy w darze tylko my ludzie. Wiemy wszyscy, że słowami można między innymi: pocieszyć, wzmocnić, albo zniechęcić a nawet zranić. I to nie tylko innych, także nas samych. Każde wypowiedziane przez nas zdanie niesie wiadomość dla naszego umysłu, ciała i ducha. Postanowiłyśmy spróbować (ja i moja przyjaciółka), nasze słowa użyć jako czarodziejską formę przekazu dla naszego i ogólnego stanu mentalno- duchowego. Prościej mówiąc: uważać na to jak i co mówimy, aby nie skrzywdzić siebie i innych. Na początek  zrobiłyśmy krótkie notatki, co byśmy chciały zmienić. Po pierwsze, zacząć inaczej myśleć, umieć już w myślach powiedzieć ,,stop, nieprawidłowo myślę, należy to przekształcić”. To stało się też dla nas pierwszym wyzwaniem. Ważne stało się też zaniechanie używanie słów muszę, musimy itp. Poprzez to wzmacniamy nasze pozytywne uczucia i odsuwamy się od negatywnych. Mówiąc ,, muszę upiec ciasto, albo muszę iść na zakupy” sami zmuszamy się do czegoś. A przecież my nic nie musimy, tylko chcemy, albo mamy ochotę. Lepiej powiedzieć ,, idę na zakupy, mam ochotę upiec lub będę piekła ciasto”. Staramy się odejść do negatywnego formułowania naszych myśli i wypowiedzi. Tak często używane przez nas nie boję się tego, albo nie jestem smutna, wymieniłyśmy na jestem zadowolona i cieszę się z tego. Do naszej świadomości docierają bowiem w pierwszej kolejności i są dalej przetwarzane słowa: smutek, strach. To „nie” tu w pozytywnym znaczeniu, zostaje gdzieś zagubione po drodze. Te negatywne zdania pozostają na długo w naszych głowach. Codziennie przeprowadzałyśmy z moją przyjaciółka intensywny, mentalny trening (wytrwale pracowaliśmy na tworzeniu się nowych synaps w naszych mózgach). Zainteresowanych odsyłam do poczytania o pojęciach takich jak: synapsy, neuroplastyka mózgu, lub do skontaktowania się ze mną, a ja podpowiem wszelkie szczegóły. Wyraz problem, tak bardzo podobny we wszystkich znanych, mi językach zastąpiłyśmy innymi, dobrze już nam znanymi: wyzwaniem, kłopotami. Mówiłyśmy: spotkało nas nowe wyzwanie w pracy, zamiast mamy problemy w pracy. Nawet te pozornie neutralne wyrazy, które tylko u nas wywoływały negatywne skojarzenia, zostały  wyrzucone z naszego języka. Po co się niepotrzebnie obciążać.

Przez pierwszy tydzień, wypracowałyśmy ze Steffi nowe, podstawowe modele językowe. Natychmiast przechodziłyśmy do praktyki, funkcjonowało to bardzo dobrze. Pomału przyzwyczajałyśmy się do tego nowego sposobu komunikacji. Próbujemy cały czas odejść od starych schematów myślowych i językowych. Jesteśmy bardzo wrażliwe na rezultaty naszych słów, blokujemy już w myślach to, co nam albo innym może sprawić ból. Nie zawsze nam to wychodzi, ale staramy się, znaleźć radośniejszą alternatywę. Pamiętajmy nasze myśli i nasze słowa tworzą naszą rzeczywistość. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do kontaktu ze mną. Pozdrawiam. Iwona

 
 

Minimalizm. Nasz ślad ekologiczny.

16 mar

Jak już zapowiedziałam  w ostatnim wpisie, chciałabym dzisiaj podzielić się z wami moimi przemyśleniami i doświadczeniem dotyczącymi naszego śladu ekologicznego. Ale co to jest w ogóle ślad ekologiczny. Może spróbuję to wyjaśnić. Ślad ekologiczny jest jakby miarą mierzącą wpływ naszego stylu życia  na środowisko naturalne. Znając swój ślad ekologiczny (jest on wyrażany w hektarach na osobę), możemy wyobrazić sobie, jaka część ziemi jest ” naszym kawałkiem” z którego czerpiemy aby żyć. Jest to źródło surowców naturalnych (do naszego użycia) a także miejsce odbioru i przetwarzania naszych odpadów. Opierając się na prostych matematycznych obliczeniach wiemy, że jeżeli będziemy korzystali z większej powierzchni naszej planety, niż jest ona rzeczywiście dostępna, szybko doprowadzimy do jej zdegradowania i unicestwienia jej zasobów. 6 hektarów zużywa przeciętnie członek unii europejskiej, aby zaspokoić swoje potrzeby konsumpcyjno-energetyczne. Wyprzedzają nas tylko Chińczycy i Amerykanie. Jeżeli te nasze 6 hektarów pomnożymy przez przez osoby, wychodzą liczby od których mi się słabo robi. JEDNA ZIEMIA TO ZA MAŁO, POTRZEBUJEMY TRZY KULE, ABY ZASPOKOIĆ NASZE POTRZEBY. Jeżeli chcemy naszą ziemię przekazać naszym dzieciom i wnukom musimy zmniejszyć o 2|3 nasz ślad ekologiczny.

Wyobraźmy sobie nasz świat jako ogromne naczynie połączone (bo takim naczyniem jest nasz świat już od kilkudziesięciu lat). Każda nasza czynność, każdy nasz zakup niesie ze sobą konsekwencje, nie tylko dla nas, ale także dla innych. Będąc tego świadoma, przestawiłam moją dotychczasową, niekiedy chaotyczną konsumpcję na  konsumpcję strategiczną, albo jak inni ją nazywają zieloną, etyczną, moralną. Chcę tak żyć, mieszkać, kupować i się poruszać, aby pozostała część świata z tego powodu (stylu mojego życia), nie cierpiała, a jeszcze lepiej, żeby czerpała z tego profity. Wiem, że nie dokonam tego w przeciągu 24 godzin, że jest to proces który trwa. Wiem także, że jest to proces z efektem domina. Ruszając jedną kostkę wprawiam w ruch wszystkie. Kupując kawę, świadomie wybieram kawę z certyfikatem Faitrade. W ten sposób nie przyczyniam się  do zwiększenia pestycydów w wodzie, powietrzu organizmach. Identyfikuję się z rolnikiem, który posiada drzewko kawowe. Rozpoznaję w nim takiego samego człowieka jakim ja jestem i uznaje jego prawo do pracy i życia w zdrowym otoczeniu i to jego godziwego wynagrodzenia. Osobiście zredukowałam picie kawy, w ostatnich tygodniach do jednej, dwóch filiżanek dziennie. Szanuję jej wartość, kupuję w sklepie z produktami sprawiedliwego handlu i jestem gotowa zapłacić za nią więcej niż w supermarkecie. Podobnie ma się rzecz z czekoladą, przestawiłam się także na tabliczki z certyfikatami  Zainteresowanych odsyłam http://www.fairtrade.org.pl/           http://www.sprawiedliwyhandel.pl/web/guest;jsessionid=F95780D937A88734905AC4E1754A308Fhttp:/. Zajrzyjcie na te strony, warto.

Na następnych blogu opowiem o repair caffee. Zapraszam.

 

 
 

Plastik, plastik. Minimalizm. Część 5.

11 mar

Bilans moich pierwszych 14 dni życia (prawie) bez plastikowych opakowań. Kosztuje wszystko więcej, a nawet, dużo, dużo więcej i nieraz trzeba się nachodzić. Z mlekiem, jogurtami, sokami nie było kłopotu. Wszystko do nabycia w najbliższym supermarkecie, ceny wyższe, ale dla mnie jeszcze do zaakceptowania. Kupowanie wody mineralnej w szklanych butelkach, jest dla mnie normalne od wielu lat, teraz ważne jest też  miejsce źródła, żeby nie było zbyt daleko od mojego miejsca zamieszkania. Zaoszczędzając wodzie podróży, zredukuję też ilość spalin w powietrzu. Alternatywą może być woda z kranu, mój syn tylko taką pije. Masło na wagę, śmietana w szklanych butelkach, jest ale  niestety, tylko w delikatesach albo sklepach ekologicznych. Do zakupu warzyw i owoców konsekwentnie zabierałam swoje torebki papierowe (tam gdzie trzeba samemu ważyć), albo kładłam kupiony towar bez opakowania na wagę (gdzie waży kasjerka). W małych sklepach warzywno-owocowych i na targu nie było problemu. Tam towar pakowany jest prawie zawsze w torebki papierowe, albo wkładany bezpośrednio do mojej siatki. Dodam jeszcze, że już od kilku lat kupuję tylko sezonowe owoce i warzywa i najlepiej te regionalne. Nie sięgam w środku zimy po truskawki z Maroka, jabłka z Chile, jagody z Nowej Zelandii. Jeżeli brakuje regionalnych producentów zadowalam się produktami roślinnymi z krajów sąsiedzkich. Mięso, wędliny , ser. Najlepiej podobało mi się w małych sklepach. W nich nawet ekspedientki nie patrzyły na mnie dziwnym wzrokiem jak przychodziłam z własnym szklanym pojemnikiem, albo prosiłam o papier bez foliowej warstwy. W innych sklepach zdobyłam nieco inne doświadczenia. A to nie chciano mi zapakować mięsa w mój pojemniczek, bo torebka oczywiście plastikowa musi być zamkniętą paragonem z ceną, widoczną przy kasie. W innym ze względów higienicznych ( tak zostałam poinformowana) kiełbasa musi być pakowana w papier z warstwą foli. Konserwom i puszkom powiedziałam zdecydowane „nie”. Tylko słoiki trafiają jeszcze do mnie do domu. Istnieją niestety produkty których otrzymanie w papierowej torebce, prawie graniczy z cudem, albo jest bardzo drogie. Nie będę pisała tutaj konkretnie o cenach, bo nie jest ważne. Dużą trudność sprawiło mi nabycie kawy na wagę w papierowej torebce. Tchibo sprzedaje co prawda kawę na wagę i ma papierowe torebki. Niestety nie popieram tego koncernu i nie jestem ich klientem. Na przykładzie kawy można zaprezentować całą złożoność minimalizmu. Bo przecież nie chodzi tylko to redukcję tego plastiku, dla mnie ważne jest jeszcze co się za konkretnym towarem kryje. Jak rozdzielone są pieniądze, czy rolnik uprawiający drzewka kawowe, jest w stanie utrzymać z tego rodzinę i wysłać dzieci do szkoły, a nie na pole do pracy. Jaką rolę spełniają koncerny, czy niszczą zapasy towaru aby sztucznie utrzymać ceny? Czy musimy pić tyle kawy, jeżeli wiemy, że do wyprodukowanie filiżanki tego napoju zużywamy 136 litrów wody. Dla mnie kawa stała się pewnego rodzaju luksusem, delektuję się jej każdym łykiem ( do tematu kawy powrócę jeszcze w innym blogu). 

Długo szukałam przypraw na wagę, ewentualnie w szklanych słoiczkach ( niestety zakrętki plastikowe). Rozwiązanie znalazłam w sklepach z Orientu, niestety ale tylko Berlinie, w moim mieście nic nie znalazłam.

A co do Berlina. W październiku ubiegłego roku powstał tam pierwszy sklep sprzedający towary luzem. Dla tych którzy nie mają własnych opakowań sklep prowadzi także ich sprzedaż albo wypożyczenia. Asortyment jak na razie obejmuje 400 zarówno spożywczych jak i kosmetyczno-chemicznych produktów. Jeżeli ktoś z was będzie w Berlinie, zapraszam do odwiedzenia http://original-unverpackt.de/ Mam nadzielę, że powstanie więcej takich sklepów w Niemczech.

Wracam do moich zakupów. Kosmetyki w opakowaniach szklanych ( i znowu ta plastikowa nakrętka) kupiłam zarówno w sklepach w centrum, jak i w sklepach internetowych. Wymienię przykładowo parę firm: Gruene Erde, Yver Roches, Lavera itp. Zainteresowanych odsyłam do stron internetowych…. Firma Lush ( o której to polityce słyszałam zarówno pozytywne jak i negatywne opinie) sprzedaje kosmetyki w twardej formie kostki. Zaopatrzymy się tam w szampony, odżywki do włosów, mleczko do ciała, peelingi, mleczko do zmywania makijażu itp. Mnie zafascynowała pasta do zębów w pastylkach. Pastylkę rozgryzamy i dalej normalnie myjemy zęby. Te pastylki pozostaną już na zawsze w mojej łazience, tak samo jak drewniana szczotka do zębów (firma Gruene Erde). Proszkom do prania poświęcę osobny blog.

A jaki bilans moich pierwszych tygodni  z wdrażaniem minimalizmu w moje życie? Drożej, ale jeszcze do zaakceptowania, pomału nabieram rutyny, wiem, gdzie kierować moje kroki i  sprawia mi to też przyjemność. Będę konsekwentnie redukowała mój ślad ekologiczny. Tu zmierzysz swój ślad ekologiczny. O tym to już następny blog. Zapraszam.

 
 

Plastik, plastik. Minimalizm. Część 4.

14 lut

Jest wszędzie. Niesamowicie praktyczny, trwały, często kolorowy i tani. Plastik. Stał się normalnością w naszym życiu. W tym roku obchodzi swoje stuletnie urodziny. Niestety plastik to też substancje szkodzące naszemu zdrowiu i naturze. Ktoś zapyta, jak jest tak źle, to czemu cała nasza planeta jest nim zalana. Widocznie inaczej nie można, nikt jeszcze nie znalazł 100% alternatywy dla tworzyw sztucznych. Próbuje się je tylko doskonalić, i przepisami określać granice występowania trujących składników. Daleka jestem od przeklinania tworzyw sztucznych. Wiem, że poprawiły one jakość naszego życia i otworzyły wiele nowych możliwości. Żaden środek lokomocji nie istnieje bez plastiku. Znajdziemy go w każdym urządzeniu elektrycznym w kuchni, salonie i łazience.Wiem, jednak też, że plastik raz wyprodukowany, albo nigdy nie będzie rozłożony przez naszą naturę, albo będzie trwało to kilkaset lat. Recykling jest bardzo drogi i przerabiamy plastik na plastik. Recyklingiem zajmę  się dokładniej   na blogu w niedalekiej przyszłości. W ostateczności tony tworzyw trafiają albo na wysypisko śmieci, tam zostają spalone, trujące gazy przedostają się do atmosfery, albo zostają sprzedane za granicę naszego kraju. Widziałam zdjęcia bawiących się dzieci na naszych plastikowych odpadach. Od kilkudziesięciu lat produkcja jednorazowych opakowań plastikowych, wymknęła się spod kontroli. One przyczyniają się do ogromnego wzrostu  plastikowych śmieci i rozprzestrzeniania się ich na naszym globie. Tutaj zachęcam wszystkich do obejrzenia filmu ” Plastic Planet” reżysera  Wernera Boote. http://www.plastic-planet.de/  Przeogromny wir plastików płynie przez Pacyfik i północny Atlantyk. Jest to nie tylko, mikroplastik ( wielkości planktonu), ale także torebki plastikowe, butelki, zapalniczki, szczotki do zębów, a nawet części telefonów komórkowych. Ryby zjadają mikroplastik ( przypomina plankton), a później te same ryby znajdujemy na naszych talerzach. Lekarze alarmują w ludzkiej krwi znajduje się plastik. Ptaki umierają z głodu, mając pełne żołądki (plastikowych części). Rozmiękczacze, plastyfikatory tzw. DEHP znajdujące się między innymi w plastikowych butelkach szkodzą naszemu zdrowiu. Wiemy już, że mogą powodować bezpłodność, zmienić zapis naszego kodu genetycznego, wywołać nowotwór, alergię, astmę i cukrzyce. Inne długoterminowe studia jeszcze są prowadzone. .http://www.welt.de/gesundheit/article125155672/Die-unsichtbare-Gefahr-aus-dem-Plastikmuell.html

Nie, nie zachęcam do życia całkowicie bez tworzyw sztucznych, jest to raczej niemożliwe, no chyba, że zamieszkamy bez prądu, w lesie w szałasie. Biorąc aktywny udział w życiu, nie możemy całkowicie zrezygnować z jego używania. Chciałabym jednak rozbudzić w Was potrzebę, rozsądnego korzystania z plastiku. Jeżeli mamy możliwość wyboru, zdecydujmy się na alternatywę.

W następnym odcinku opowiem wam, jak ja to robię w praktyce. Zapraszam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, życie

 

Minimalizm. Książki, gazety. Część 2

04 lut

Ostatnio często odpowiadam na pytanie innych ,, dlaczego minimalizm?” Nie wiem czy wszystkich zadowolę jak odpowiem – bo chcę   świadomie konsumować, szanować innych i naturę. To niby tak mało, ale jednocześnie, aż tak dużo. Zainteresowanych odsyłam do mojego poprzedniego postu, Minimalizm część 1.

Od kilku dni sortuję, układam, sprzątam, czyszczę mieszkanie. Wiem, że nigdy nie będę minimalistką do końca, żyjącą tylko z kilkoma przedmiotami, ale postanowiłam sprawdzić moje granice. O porządkowaniu mieszkania pisałam już na moim blogu 31 sierpnia 2014 ,, Pozytywna energia, czyli porządkowanie mieszkania,, Nie będę więc wchodzić w szczegóły, które już tam zamieściłam.

Zaczęłam od papieru, a właściwie od ukochanego zadrukowanego papieru, książek i gazet. Książki i czasopisma kupuję przeważnie spontanicznie, pod wpływem impulsu i w 95 % czytam je dosyć dokładnie. Tak kocham książki, uwielbiam przewracać kartki, ustawiać książki na półkach i zostawiać je leżące na krzesłach, kanapach i podłodze. Mój przyjaciel mówi często, że papierowy chaos to moja domena.

Rozgrzałam się wyrzucając wszystkie prospekty, reklamy, oferty biur podróży itp. Z gazet zostawiłam tylko te z aktualną datą. W koszu na papiery wylądowały katalogi, też aktualne, kartki z życzeniami świątecznymi, wycinki z przepisami (ciast nie zdążyłam upiec w ostatnich 6 miesiącach), paragony- gwarancje, już nieaktualne, kalendarze z 2014 roku, mapy krajów do których na pewno nie pojadę. Sporo się tego wszystkiego nazbierało. Wyniosłam osobiście do pojemnika na makulaturę.

Na moją skrzynkę na listy, przykleiłam kolorową naklejkę „Proszę nie wrzucać reklam i prospektów, dziękuję”. Zobaczę, jak to się sprawdzi w praktyce. Takich naklejek jest bardzo dużo w Niemczech, ja jednak jakoś nie potrafiłam się na nią zdecydować. Długo myślałam, że bez reklam nie będę na bieżąco i coś przegapię. A przecież od lata robię już docelowo zakupy, to co potrzebuje i kiedy potrzebuję. Wreszcie pozbyłam się tej mentalności goniącego za tanim towarem.

Co do książek. Ciężko było, bardzo ciężko. Prawdziwe wyzwanie. Zanim odłożyłam książkę na bok, brałam trzy razy do ręki. Najróżniejsze myśli przelatywały mi przez głowę, że to pamiątka, a może zostawić dla przyszłych wnuków, a może to i tamto, etc…. Spojrzałam jednak krytycznym okiem na cały mój księgozbiór. Słowniki jeszcze z Polski, encyklopedia z PRL, rozklejone stare bajki, nagrody książkowe za świadectwo. Przecież one zbierają tylko kurz i wiążą dobrą energię. To wszystko na makulaturę. Aktualne lub w miarę aktualne tytuły, także klasyka, do których to nigdy nie zapałałam miłością, postanowiłam oddać do sklepu Oxfam. Oxfam to bardzo znana i szanowana organizacja humanitarna , pomagająca ludziom w potrzebie, niezależnie od narodowości , religii, etnicznego pochodzenia i płci. W Koloni gdzie mieszkam prowadzi ona dwa sklepy. W nich można oddać, oczywiście w dobrym stanie: książki, odzież, zabawki, naczynia kuchenne. Artykuły te zostaną później w tym samym sklepie sprzedane za drobną kwotę. Zysk otrzymany ze sprzedaży oraz darowizny ( personel składa się z wolontariuszy, pracuje nieodpłatnie) zostaje przekazany na różnego rodzaju projekty prowadzone na całym  świecie. Więcej o tej organizacji na Wikipedii
Oddanie książek na dobry cel, jest swego rodzaju podzieleniem się nimi. Nie musi to być Oxfam, może być szpital, dom wychowawczy, schronisko dla zwierząt urządzające bazar itp. Nie zostaną one przerobione na szary papier pakowy, tylko ucieszą jeszcze kogoś. Do sklepów Oxfam powrócę jeszcze w innych wpisach.

Oddałam około 50% moich książek, wyrzuciłam 70-80 % gazet, widzę już optyczną różnicę na półkach. W moim pokoiku mam więcej przestrzeni, o zaczynam odczuwać pewną satysfakcję.  W następnym blogu opiszę jak sama mieszam płyny do utrzymywania czystości, za małe pieniądze i chociaż trochę ochraniając środowisko. Zapraszam serdecznie.

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, życie

 

Minimalizm. Część 1.

28 sty

Postanowiłam przez następne 6 miesięcy żyć inaczej,   poeksperymentować trochę moją codziennością. Impulsem do tego stało się moje życie. Ostatnio tak skomplikowane, wypełnione wieloma niepotrzebnymi przedmiotami, informacjami, oczekiwaniami, wymaganiami, hałasem i szybkością. Niby tu i tam chwytam za hamulec, żyję ekologicznie i świadomie, ale to jeszcze dla mnie zbyt mało. Spróbuję żyć minimalistycznie ( opieram się tutaj na regule minimalizmu wg niemiecko- języcznej Wikipedii). Odejdę od zapełnionego kalendarza, intensywnej  konsumpcji, zdolności od nieustannego przystosowywania się. Uproszczę całe moje życie, skoncentruję się na tym co jest ważne i na tym, co daje mi moja osobistą wolność. Jednym słowem, będę żyła tak, aby być szczęśliwą i tym uczuciem będę obdarowywać innych.

Pierwszy krok już wykonałam. Stworzyłam początkowe punkty listy, towarzyszącej mi przez cały mój eksperyment. Lista będzie uzupełniana na bieżąco i zawiera to, co chcę konkretnie zmienić i nad czym popracować

-uporządkować mieszkanie, zredukować przedmioty znajdujące się w nim,

-wytwarzać mniej śmieci,

-ograniczyć zużycie plastiku,

-nie kupować nic nowego do ubrania,

-spojrzeć krytycznie na żywność, nabywanie jej i przerabianie.

 

 

Jednocześnie oznajmiam,( aby nikt z czytających się nie obraził), wszystkie moje czyny, przeżycia i przemyślenia są moją subiektywną opinią i opisaną z perspektywy niemieckiej rzeczywistości. Mieszkam, żyję i pracuję w Niemczech od 1989 roku.

Zapraszam serdecznie do lektury moich następnych, już bardzo konkretnych blogów.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, życie

 
 

  • Facebook
  • Nasza Klasa