RSS
 

Notki z tagiem ‘minimalizm’

Minimalizm. Nasz ślad ekologiczny.

16 mar

Jak już zapowiedziałam  w ostatnim wpisie, chciałabym dzisiaj podzielić się z wami moimi przemyśleniami i doświadczeniem dotyczącymi naszego śladu ekologicznego. Ale co to jest w ogóle ślad ekologiczny. Może spróbuję to wyjaśnić. Ślad ekologiczny jest jakby miarą mierzącą wpływ naszego stylu życia  na środowisko naturalne. Znając swój ślad ekologiczny (jest on wyrażany w hektarach na osobę), możemy wyobrazić sobie, jaka część ziemi jest ” naszym kawałkiem” z którego czerpiemy aby żyć. Jest to źródło surowców naturalnych (do naszego użycia) a także miejsce odbioru i przetwarzania naszych odpadów. Opierając się na prostych matematycznych obliczeniach wiemy, że jeżeli będziemy korzystali z większej powierzchni naszej planety, niż jest ona rzeczywiście dostępna, szybko doprowadzimy do jej zdegradowania i unicestwienia jej zasobów. 6 hektarów zużywa przeciętnie członek unii europejskiej, aby zaspokoić swoje potrzeby konsumpcyjno-energetyczne. Wyprzedzają nas tylko Chińczycy i Amerykanie. Jeżeli te nasze 6 hektarów pomnożymy przez przez osoby, wychodzą liczby od których mi się słabo robi. JEDNA ZIEMIA TO ZA MAŁO, POTRZEBUJEMY TRZY KULE, ABY ZASPOKOIĆ NASZE POTRZEBY. Jeżeli chcemy naszą ziemię przekazać naszym dzieciom i wnukom musimy zmniejszyć o 2|3 nasz ślad ekologiczny.

Wyobraźmy sobie nasz świat jako ogromne naczynie połączone (bo takim naczyniem jest nasz świat już od kilkudziesięciu lat). Każda nasza czynność, każdy nasz zakup niesie ze sobą konsekwencje, nie tylko dla nas, ale także dla innych. Będąc tego świadoma, przestawiłam moją dotychczasową, niekiedy chaotyczną konsumpcję na  konsumpcję strategiczną, albo jak inni ją nazywają zieloną, etyczną, moralną. Chcę tak żyć, mieszkać, kupować i się poruszać, aby pozostała część świata z tego powodu (stylu mojego życia), nie cierpiała, a jeszcze lepiej, żeby czerpała z tego profity. Wiem, że nie dokonam tego w przeciągu 24 godzin, że jest to proces który trwa. Wiem także, że jest to proces z efektem domina. Ruszając jedną kostkę wprawiam w ruch wszystkie. Kupując kawę, świadomie wybieram kawę z certyfikatem Faitrade. W ten sposób nie przyczyniam się  do zwiększenia pestycydów w wodzie, powietrzu organizmach. Identyfikuję się z rolnikiem, który posiada drzewko kawowe. Rozpoznaję w nim takiego samego człowieka jakim ja jestem i uznaje jego prawo do pracy i życia w zdrowym otoczeniu i to jego godziwego wynagrodzenia. Osobiście zredukowałam picie kawy, w ostatnich tygodniach do jednej, dwóch filiżanek dziennie. Szanuję jej wartość, kupuję w sklepie z produktami sprawiedliwego handlu i jestem gotowa zapłacić za nią więcej niż w supermarkecie. Podobnie ma się rzecz z czekoladą, przestawiłam się także na tabliczki z certyfikatami  Zainteresowanych odsyłam http://www.fairtrade.org.pl/           http://www.sprawiedliwyhandel.pl/web/guest;jsessionid=F95780D937A88734905AC4E1754A308Fhttp:/. Zajrzyjcie na te strony, warto.

Na następnych blogu opowiem o repair caffee. Zapraszam.

 

 
 

Plastik, plastik. Minimalizm. Część 5.

11 mar

Bilans moich pierwszych 14 dni życia (prawie) bez plastikowych opakowań. Kosztuje wszystko więcej, a nawet, dużo, dużo więcej i nieraz trzeba się nachodzić. Z mlekiem, jogurtami, sokami nie było kłopotu. Wszystko do nabycia w najbliższym supermarkecie, ceny wyższe, ale dla mnie jeszcze do zaakceptowania. Kupowanie wody mineralnej w szklanych butelkach, jest dla mnie normalne od wielu lat, teraz ważne jest też  miejsce źródła, żeby nie było zbyt daleko od mojego miejsca zamieszkania. Zaoszczędzając wodzie podróży, zredukuję też ilość spalin w powietrzu. Alternatywą może być woda z kranu, mój syn tylko taką pije. Masło na wagę, śmietana w szklanych butelkach, jest ale  niestety, tylko w delikatesach albo sklepach ekologicznych. Do zakupu warzyw i owoców konsekwentnie zabierałam swoje torebki papierowe (tam gdzie trzeba samemu ważyć), albo kładłam kupiony towar bez opakowania na wagę (gdzie waży kasjerka). W małych sklepach warzywno-owocowych i na targu nie było problemu. Tam towar pakowany jest prawie zawsze w torebki papierowe, albo wkładany bezpośrednio do mojej siatki. Dodam jeszcze, że już od kilku lat kupuję tylko sezonowe owoce i warzywa i najlepiej te regionalne. Nie sięgam w środku zimy po truskawki z Maroka, jabłka z Chile, jagody z Nowej Zelandii. Jeżeli brakuje regionalnych producentów zadowalam się produktami roślinnymi z krajów sąsiedzkich. Mięso, wędliny , ser. Najlepiej podobało mi się w małych sklepach. W nich nawet ekspedientki nie patrzyły na mnie dziwnym wzrokiem jak przychodziłam z własnym szklanym pojemnikiem, albo prosiłam o papier bez foliowej warstwy. W innych sklepach zdobyłam nieco inne doświadczenia. A to nie chciano mi zapakować mięsa w mój pojemniczek, bo torebka oczywiście plastikowa musi być zamkniętą paragonem z ceną, widoczną przy kasie. W innym ze względów higienicznych ( tak zostałam poinformowana) kiełbasa musi być pakowana w papier z warstwą foli. Konserwom i puszkom powiedziałam zdecydowane „nie”. Tylko słoiki trafiają jeszcze do mnie do domu. Istnieją niestety produkty których otrzymanie w papierowej torebce, prawie graniczy z cudem, albo jest bardzo drogie. Nie będę pisała tutaj konkretnie o cenach, bo nie jest ważne. Dużą trudność sprawiło mi nabycie kawy na wagę w papierowej torebce. Tchibo sprzedaje co prawda kawę na wagę i ma papierowe torebki. Niestety nie popieram tego koncernu i nie jestem ich klientem. Na przykładzie kawy można zaprezentować całą złożoność minimalizmu. Bo przecież nie chodzi tylko to redukcję tego plastiku, dla mnie ważne jest jeszcze co się za konkretnym towarem kryje. Jak rozdzielone są pieniądze, czy rolnik uprawiający drzewka kawowe, jest w stanie utrzymać z tego rodzinę i wysłać dzieci do szkoły, a nie na pole do pracy. Jaką rolę spełniają koncerny, czy niszczą zapasy towaru aby sztucznie utrzymać ceny? Czy musimy pić tyle kawy, jeżeli wiemy, że do wyprodukowanie filiżanki tego napoju zużywamy 136 litrów wody. Dla mnie kawa stała się pewnego rodzaju luksusem, delektuję się jej każdym łykiem ( do tematu kawy powrócę jeszcze w innym blogu). 

Długo szukałam przypraw na wagę, ewentualnie w szklanych słoiczkach ( niestety zakrętki plastikowe). Rozwiązanie znalazłam w sklepach z Orientu, niestety ale tylko Berlinie, w moim mieście nic nie znalazłam.

A co do Berlina. W październiku ubiegłego roku powstał tam pierwszy sklep sprzedający towary luzem. Dla tych którzy nie mają własnych opakowań sklep prowadzi także ich sprzedaż albo wypożyczenia. Asortyment jak na razie obejmuje 400 zarówno spożywczych jak i kosmetyczno-chemicznych produktów. Jeżeli ktoś z was będzie w Berlinie, zapraszam do odwiedzenia http://original-unverpackt.de/ Mam nadzielę, że powstanie więcej takich sklepów w Niemczech.

Wracam do moich zakupów. Kosmetyki w opakowaniach szklanych ( i znowu ta plastikowa nakrętka) kupiłam zarówno w sklepach w centrum, jak i w sklepach internetowych. Wymienię przykładowo parę firm: Gruene Erde, Yver Roches, Lavera itp. Zainteresowanych odsyłam do stron internetowych…. Firma Lush ( o której to polityce słyszałam zarówno pozytywne jak i negatywne opinie) sprzedaje kosmetyki w twardej formie kostki. Zaopatrzymy się tam w szampony, odżywki do włosów, mleczko do ciała, peelingi, mleczko do zmywania makijażu itp. Mnie zafascynowała pasta do zębów w pastylkach. Pastylkę rozgryzamy i dalej normalnie myjemy zęby. Te pastylki pozostaną już na zawsze w mojej łazience, tak samo jak drewniana szczotka do zębów (firma Gruene Erde). Proszkom do prania poświęcę osobny blog.

A jaki bilans moich pierwszych tygodni  z wdrażaniem minimalizmu w moje życie? Drożej, ale jeszcze do zaakceptowania, pomału nabieram rutyny, wiem, gdzie kierować moje kroki i  sprawia mi to też przyjemność. Będę konsekwentnie redukowała mój ślad ekologiczny. Tu zmierzysz swój ślad ekologiczny. O tym to już następny blog. Zapraszam.

 
 

Plastik, plastik. Minimalizm. Część 4.

14 lut

Jest wszędzie. Niesamowicie praktyczny, trwały, często kolorowy i tani. Plastik. Stał się normalnością w naszym życiu. W tym roku obchodzi swoje stuletnie urodziny. Niestety plastik to też substancje szkodzące naszemu zdrowiu i naturze. Ktoś zapyta, jak jest tak źle, to czemu cała nasza planeta jest nim zalana. Widocznie inaczej nie można, nikt jeszcze nie znalazł 100% alternatywy dla tworzyw sztucznych. Próbuje się je tylko doskonalić, i przepisami określać granice występowania trujących składników. Daleka jestem od przeklinania tworzyw sztucznych. Wiem, że poprawiły one jakość naszego życia i otworzyły wiele nowych możliwości. Żaden środek lokomocji nie istnieje bez plastiku. Znajdziemy go w każdym urządzeniu elektrycznym w kuchni, salonie i łazience.Wiem, jednak też, że plastik raz wyprodukowany, albo nigdy nie będzie rozłożony przez naszą naturę, albo będzie trwało to kilkaset lat. Recykling jest bardzo drogi i przerabiamy plastik na plastik. Recyklingiem zajmę  się dokładniej   na blogu w niedalekiej przyszłości. W ostateczności tony tworzyw trafiają albo na wysypisko śmieci, tam zostają spalone, trujące gazy przedostają się do atmosfery, albo zostają sprzedane za granicę naszego kraju. Widziałam zdjęcia bawiących się dzieci na naszych plastikowych odpadach. Od kilkudziesięciu lat produkcja jednorazowych opakowań plastikowych, wymknęła się spod kontroli. One przyczyniają się do ogromnego wzrostu  plastikowych śmieci i rozprzestrzeniania się ich na naszym globie. Tutaj zachęcam wszystkich do obejrzenia filmu ” Plastic Planet” reżysera  Wernera Boote. http://www.plastic-planet.de/  Przeogromny wir plastików płynie przez Pacyfik i północny Atlantyk. Jest to nie tylko, mikroplastik ( wielkości planktonu), ale także torebki plastikowe, butelki, zapalniczki, szczotki do zębów, a nawet części telefonów komórkowych. Ryby zjadają mikroplastik ( przypomina plankton), a później te same ryby znajdujemy na naszych talerzach. Lekarze alarmują w ludzkiej krwi znajduje się plastik. Ptaki umierają z głodu, mając pełne żołądki (plastikowych części). Rozmiękczacze, plastyfikatory tzw. DEHP znajdujące się między innymi w plastikowych butelkach szkodzą naszemu zdrowiu. Wiemy już, że mogą powodować bezpłodność, zmienić zapis naszego kodu genetycznego, wywołać nowotwór, alergię, astmę i cukrzyce. Inne długoterminowe studia jeszcze są prowadzone. .http://www.welt.de/gesundheit/article125155672/Die-unsichtbare-Gefahr-aus-dem-Plastikmuell.html

Nie, nie zachęcam do życia całkowicie bez tworzyw sztucznych, jest to raczej niemożliwe, no chyba, że zamieszkamy bez prądu, w lesie w szałasie. Biorąc aktywny udział w życiu, nie możemy całkowicie zrezygnować z jego używania. Chciałabym jednak rozbudzić w Was potrzebę, rozsądnego korzystania z plastiku. Jeżeli mamy możliwość wyboru, zdecydujmy się na alternatywę.

W następnym odcinku opowiem wam, jak ja to robię w praktyce. Zapraszam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, życie

 

Minimalizm. Mniej znaczy więcej. Domowa produkcja środków czystości. Część 3.

04 lut

Minimalizm nie istnieje bez ekologicznego spojrzenia na świat. Już słyszę krytyczne głosy ” ach ta ekologia, chimera dla bogatych, jestem zbyt biedna by sobie na nią pozwolić”. Nic bardziej błędnego, nie róbmy z ekologii nieosiągalnej praktyki, ale nie lekceważmy jej. Ekologia, to nie jest coś niezwykłego, to najbardziej naturalny sposób życia. Zapewniam Was, każdy z nas, obojętnie w jakim kraju mieszka, ile ma lat i ile ma do dyspozycji środków finansowych może aktywnie zająć się ekologią, czyli świadomie interesować się środowiskiem naturalnym. Może to być jedna określona dziedzina naszego życia, którą zmieniamy i konsekwentnie prowadzimy dalej. Nie, nie  wiąże się to z wydatkami finansowymi i dodatkową pracą. Na początek wystarczy krytyczne spojrzenie i poszukanie alternatywy ( pasującej do naszej życiowej sytuacji).

Ja, półtora roku temu zdecydowałam się odejść od prawie wszystkich detergentów. Zawładnęły one moją  domową przestrzeń w łazience i w kuchni, więc postanowiłam powiedzieć „stop”. Wszystkie chemiczne środki czyszczące, nawet jeżeli używamy je rozsądnie i zgodnie z instrukcją dozowania, są trujące dla nas i dla natury. Zawierają tenzydy, środki zapachowe, enzymy, fosfaty, wybielacze, silikony i parafiny. Wszystko to spływa z wodą do rzek, a później do mórz, oceanów, wód gruntowych i gleby. Giną przy tym wszelkiego rodzaju organizmy wodne, zostaje zburzona naturalna równowaga środowiskowa itp. Zainteresowanych odsyłam https://prezi.com/q02yyetlbnp8/srodki-czystosci-a-srodowisko-przyrodnicze/.

 

Do utrzymania czystości w domu nie potrzebujemy aż tak wiele, niestety reklamy próbują nas zachęcić do stale nowych zakupów, pozostańmy jednak krytyczni. Zainwestujmy więc nasze pieniążki ( przeważnie ciężko zarobione)  w kilka butelek ze spryskiwaczem ( ja używam już od ponad roku stale tych samych, po zużytych starych środkach czyszczących) w paczkę sody oczyszczonej (wodorowęglan sodu, do nabycia w każdej drogerii), kwasek lub sok cytrynowy, normalny ocet (nie esencja), szare mydło w płynie, spirytus, oraz eteryczny olejek zapachowy ( to dla tych co lubią, żeby pachniało). Ja z chemicznych środków dopuściłam do mojego domu tylko płyn do mycia naczyń i to tylko ze względu na mojego męża.

O cudownych właściwościach sody można napisać pracę doktorską. Ja cenię ją bardzo jako składnik do tworzenia środka czyszczącego wszystkich gładkich powierzchni w kuchni i łazience. Potrzebujemy, aby otrzymać około 1 litra płynu: 800 ml wody, 1 łyżkę stołową sody, 1 łyżkę soku z cytryny, albo kwasku cytrynowego, 4 łyżki szarego mydła ( tutaj można iść na kompromis i zamiast mydła użyćc kilka kropel płynu do mycia naczyń), 10-20 kropli olejku zapachowego ( ja używam cytrynowy).

Wodę gotujemy, rozpuszczamy w niej sodę. Czekamy 5-10 minut. Dodajemy kwasek lub sok z cytryny, mieszamy, dodajemy mydło albo płyn do mycia naczyń, mieszamy. Na koniec dodajemy olejek i jeszcze raz mieszamy. Przelewamy do butelki, ze spryskiwaczem. Najlepiej, proszę na butelce napisać, co ona zawiera, aby uniknąć pomyłek. Nie używać do mycia podłóg, zawartość olejku powoduję, że podłogi są zbyt śliskie. Właściciele kotów, proszę zwrócićc uwagę na używany olejek eteryczny, koty nie są wielbicielami wszystkich zapachów, nie lubią np. olejku z drzewa herbacianego. Podaję także alternatywny przepis na płyn do czyszczenia, ale bez szarego mydła albo płynu do mycia naczyń. Składniki: 800 ml wody, 1 łyżka sody, 1 łyżka soku z cytrynu lub kwasku cytrynowego,1 łyżka octu, 10-20 kropli olejku eterycznego. Przygotowujemy jak wyżej opisałam.

Przygotowanie płynu do mycia powierzchni szklanych jest jeszcze prostsze. Butelkę ze spryskiwaczem napełniamy 1\3 spirytusu i 2\3 zimnej wody. Potrząsamy. Po spryskaniu polerujemy  bawełnianą szmatką. Ten płyn używam też do czyszczenia mojej ceramicznej płyty piecyka kuchennego. Do mycia okien przygotowuję jeszcze inny płyn. Mieszam 500 ml wody z 150 ml spirytusu, 75 ml normalnego octu i dużą kroplę płynu do naczyń. Dobrze potrząsam i staruję z myciem. Proszę nie dodawać zbyt dużo płynu do naczyń, bo okna będą się mazały. Poleruję wilgotną ściereczką skórzaną albo szmatką z mikrofibry.

Na osadzający się kamień w łazience, używamy płynu złożonego z 50% wody i 50% octu.

Do czyszczenia muszli klozetowej używam tylko octu, mydła, albo płynu do naczyń i szczotki wraz z moją siłą mechaniczną.

Proszek do szorowania, nadaje się też bardzo dobrze do mycia kuwet, przechowuję w starej solniczce, ale można też w słoiku, składa się z 50g natronu, 1 łyżki stołowej kwasku cytrynowego (proszku) i 1 łyżeczki mączki ziemniaczanej.

I dla tych którzy mają problemy z zapchanym przepływem wody, wrzucam do odpływu 1 łyżkę proszku do szorowania ( przepis podany wyżej), jedną łyżkę octu, zalewam do wszystko szklanką ciepłej wody, uwaga bulgocze, czekam parę godzin i wlewam jeszcze 2 szklanki gorącej wody.

Sodę można używać do czyszczenia przypalonego piekarnika, przypalonych garnków, do usuwania nieprzyjemnych zapachów w lodówce, czyszczenia kuwet , jako składnik mleczka do szorowania na intensywne zabrudzenia, płynu do mycia naczyń. Jeżeli jesteście tymi tematami zainteresowani, piszcie proszę, a ja podzielę się z wami bardzo chętnie moją praktyczną wiedzą.

Do czyszczenia mojej kuchenki mikrofalowej używam wodę z octem. Tą mieszankę gotuję parę minut w kuchence mikrofalowej, następnie czekam 10 minut. W tym czasie para osadzi się na ściankach i zmiękczy wszystko. Usuwam szmatką i poleruję do sucha.

Jeżeli chodzi o bakterie zabija je roztwór złożony z 70% spirytusu i 30% wody.Nim przemywam deski ko krojenia po kontaktach z drobiem.

Jakie mamy korzyści używając środków czyszczących domowej produkcji? Produkty te są całkowicie biodegradowalne ( oprócz płynu do naczyń, chyba, że sami go zmieszamy, przepis znam, mogę zainteresowanym przekazać), są całkowicie nieszkodliwe dla organizmu, nie wywołują alergii, są niepalne, są tańsze od tych kupionych w sklepie. Mamy mniej butelek stojących w szafkach, wytwarzamy mniej śmieci i mamy ogromną satysfakcję, że poprzez nasze ekologiczne zaangażowanie przyczyniamy się do utrzymania naszej planety dla przyszłych pokoleń.

Zachęcam, wypróbujcie. Piszcie, odpowiem na każde pytanie.

Chciałabym zaznaczyć, że jestem laikiem i wszystkie przepisy opierają się na moim osobistym doświadczeniu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Minimalizm. Książki, gazety. Część 2

04 lut

Ostatnio często odpowiadam na pytanie innych ,, dlaczego minimalizm?” Nie wiem czy wszystkich zadowolę jak odpowiem – bo chcę   świadomie konsumować, szanować innych i naturę. To niby tak mało, ale jednocześnie, aż tak dużo. Zainteresowanych odsyłam do mojego poprzedniego postu, Minimalizm część 1.

Od kilku dni sortuję, układam, sprzątam, czyszczę mieszkanie. Wiem, że nigdy nie będę minimalistką do końca, żyjącą tylko z kilkoma przedmiotami, ale postanowiłam sprawdzić moje granice. O porządkowaniu mieszkania pisałam już na moim blogu 31 sierpnia 2014 ,, Pozytywna energia, czyli porządkowanie mieszkania,, Nie będę więc wchodzić w szczegóły, które już tam zamieściłam.

Zaczęłam od papieru, a właściwie od ukochanego zadrukowanego papieru, książek i gazet. Książki i czasopisma kupuję przeważnie spontanicznie, pod wpływem impulsu i w 95 % czytam je dosyć dokładnie. Tak kocham książki, uwielbiam przewracać kartki, ustawiać książki na półkach i zostawiać je leżące na krzesłach, kanapach i podłodze. Mój przyjaciel mówi często, że papierowy chaos to moja domena.

Rozgrzałam się wyrzucając wszystkie prospekty, reklamy, oferty biur podróży itp. Z gazet zostawiłam tylko te z aktualną datą. W koszu na papiery wylądowały katalogi, też aktualne, kartki z życzeniami świątecznymi, wycinki z przepisami (ciast nie zdążyłam upiec w ostatnich 6 miesiącach), paragony- gwarancje, już nieaktualne, kalendarze z 2014 roku, mapy krajów do których na pewno nie pojadę. Sporo się tego wszystkiego nazbierało. Wyniosłam osobiście do pojemnika na makulaturę.

Na moją skrzynkę na listy, przykleiłam kolorową naklejkę „Proszę nie wrzucać reklam i prospektów, dziękuję”. Zobaczę, jak to się sprawdzi w praktyce. Takich naklejek jest bardzo dużo w Niemczech, ja jednak jakoś nie potrafiłam się na nią zdecydować. Długo myślałam, że bez reklam nie będę na bieżąco i coś przegapię. A przecież od lata robię już docelowo zakupy, to co potrzebuje i kiedy potrzebuję. Wreszcie pozbyłam się tej mentalności goniącego za tanim towarem.

Co do książek. Ciężko było, bardzo ciężko. Prawdziwe wyzwanie. Zanim odłożyłam książkę na bok, brałam trzy razy do ręki. Najróżniejsze myśli przelatywały mi przez głowę, że to pamiątka, a może zostawić dla przyszłych wnuków, a może to i tamto, etc…. Spojrzałam jednak krytycznym okiem na cały mój księgozbiór. Słowniki jeszcze z Polski, encyklopedia z PRL, rozklejone stare bajki, nagrody książkowe za świadectwo. Przecież one zbierają tylko kurz i wiążą dobrą energię. To wszystko na makulaturę. Aktualne lub w miarę aktualne tytuły, także klasyka, do których to nigdy nie zapałałam miłością, postanowiłam oddać do sklepu Oxfam. Oxfam to bardzo znana i szanowana organizacja humanitarna , pomagająca ludziom w potrzebie, niezależnie od narodowości , religii, etnicznego pochodzenia i płci. W Koloni gdzie mieszkam prowadzi ona dwa sklepy. W nich można oddać, oczywiście w dobrym stanie: książki, odzież, zabawki, naczynia kuchenne. Artykuły te zostaną później w tym samym sklepie sprzedane za drobną kwotę. Zysk otrzymany ze sprzedaży oraz darowizny ( personel składa się z wolontariuszy, pracuje nieodpłatnie) zostaje przekazany na różnego rodzaju projekty prowadzone na całym  świecie. Więcej o tej organizacji na Wikipedii
Oddanie książek na dobry cel, jest swego rodzaju podzieleniem się nimi. Nie musi to być Oxfam, może być szpital, dom wychowawczy, schronisko dla zwierząt urządzające bazar itp. Nie zostaną one przerobione na szary papier pakowy, tylko ucieszą jeszcze kogoś. Do sklepów Oxfam powrócę jeszcze w innych wpisach.

Oddałam około 50% moich książek, wyrzuciłam 70-80 % gazet, widzę już optyczną różnicę na półkach. W moim pokoiku mam więcej przestrzeni, o zaczynam odczuwać pewną satysfakcję.  W następnym blogu opiszę jak sama mieszam płyny do utrzymywania czystości, za małe pieniądze i chociaż trochę ochraniając środowisko. Zapraszam serdecznie.

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, życie

 

Minimalizm. Część 1.

28 sty

Postanowiłam przez następne 6 miesięcy żyć inaczej,   poeksperymentować trochę moją codziennością. Impulsem do tego stało się moje życie. Ostatnio tak skomplikowane, wypełnione wieloma niepotrzebnymi przedmiotami, informacjami, oczekiwaniami, wymaganiami, hałasem i szybkością. Niby tu i tam chwytam za hamulec, żyję ekologicznie i świadomie, ale to jeszcze dla mnie zbyt mało. Spróbuję żyć minimalistycznie ( opieram się tutaj na regule minimalizmu wg niemiecko- języcznej Wikipedii). Odejdę od zapełnionego kalendarza, intensywnej  konsumpcji, zdolności od nieustannego przystosowywania się. Uproszczę całe moje życie, skoncentruję się na tym co jest ważne i na tym, co daje mi moja osobistą wolność. Jednym słowem, będę żyła tak, aby być szczęśliwą i tym uczuciem będę obdarowywać innych.

Pierwszy krok już wykonałam. Stworzyłam początkowe punkty listy, towarzyszącej mi przez cały mój eksperyment. Lista będzie uzupełniana na bieżąco i zawiera to, co chcę konkretnie zmienić i nad czym popracować

-uporządkować mieszkanie, zredukować przedmioty znajdujące się w nim,

-wytwarzać mniej śmieci,

-ograniczyć zużycie plastiku,

-nie kupować nic nowego do ubrania,

-spojrzeć krytycznie na żywność, nabywanie jej i przerabianie.

 

 

Jednocześnie oznajmiam,( aby nikt z czytających się nie obraził), wszystkie moje czyny, przeżycia i przemyślenia są moją subiektywną opinią i opisaną z perspektywy niemieckiej rzeczywistości. Mieszkam, żyję i pracuję w Niemczech od 1989 roku.

Zapraszam serdecznie do lektury moich następnych, już bardzo konkretnych blogów.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, życie

 
 

  • Facebook
  • Nasza Klasa