RSS
 

Notki z tagiem ‘momenty szczęścia’

Ciasto pomarańczowe.

07 kwi

 

Miało być coś małego, szybkiego, smakowitego i najlepiej jeszcze bez kalorii. Kalorie zostały,  reszta się chyba udała.

Ja upiekłam w małej tortownicy, 20cm.

Na ciasto potrzebujemy:

100g miękkiego masła, 100g cukru, 2 jaja, szczypta soli, 2 łyżki otartej skórki z pomarańczy, 11 łyżek świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego, 150g mąki, łyżeczka proszku do pieczenia, 20g cukru pudru.

Na lukier: 75 białej czekolady ja zastąpłam ją mleczną, 1 łyżka masła.

 

Przygotowujemy formę, smarujemy masłem albo wkładamy papierem do pieczenia. Piekarnik rozgrzewamy do 175-180 stopni. Cukier, masło i sól ucieramy  do białości, dodajemy po jajku i dalej ucieramy. Mieszamy z mąką, skórką pomarańczową i 5 łyżkami soku pomarańczowego. Przekładamy wszystko do formy, wkładamy do piekarnika i pieczemy około 30 minut. Jak zawsze sprawdzamy patyczkiem, czy ciasto jest już upieczone.  Studzimy ciasto, w tym czasie przygotowujemy syrop, cukier puder ucieramy z resztą soku pomarańczowego , możemy dodać łyżeczkę likieru pomarańczowego. Wielokrotnie nakłuwamy powierzchnię i  łyżeczką powoli napełniamy nacięcia naszym syropem. Całkowicie ostudzone ciasto smarujemy czekoladową polewą {podgrzewając masło rozpuszczamy w nim czekoladę}.

Ciasto pozostaje bardzo długo świeże i smakuje super, ja jeszcze starłam trochę gorzkiej czekolady i dodałam do surowego ciasta. Po upieczeniu miałam ciasto pomarańczowe z piegami.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii przepisy

 

Szczęście pukające do naszych drzwi.

17 wrz

 

Jak to jest z tym szczęściem? Puka ono nieraz do naszych drzwi, których my nie otwieramy? Smakuje ono jak czekolada, wygląda jak fiołek i pachnie jak świeżo upieczone ciasto? Dla mnie szczęście to już nieraz parasol w bardzo deszczowy jesienny dzień, albo tęcza na niebie rozciągnięta nad całym horyzontem. Niekiedy, albo przeważnie jest to moje i wasze szczęście, takie małe i takie niepozorne, że mamy problemy z percepcją. Ale szczęście już takie jest. Każdy z nas widzi je trochę inaczej. Jak często nie zauważamy tych pięknych, szczęśliwych momentów w naszym życiu. Tylko dlatego, że jesteśmy zbyt zapracowani, zbyt zmęczeni itp. Zawsze mamy jeszcze coś do zrobienia, musimy być sprawni i w ciągłym ruchu. Jesteśmy źli na innych, obciążeni pewnymi sytuacjami, nosimy w sobie złe myśli i negatywną energię. Nasz kalendarz z terminami jest zapełniony, a nasza głowa zaplątana problemami. I jak tutaj ma nas odwiedzić szczęście.

Niestety  jesteśmy z natury pesymistami. Ten scenariusz znają chyba wszyscy. Szef zaprasza nas do swojego gabinetu. Nasza pierwsza myśl- przerażenie, czeka na nas nagana, albo wymówienie. Co zrobiliśmy źle?  Tylko niektórzy z nas pomyślą, że być może szef chce nas pochwalić za owocną pracę i dobre pomysły. Spróbujmy odwrócić nasze pesymistyczne, negatywne myślenie. Stańmy się optymistami. Nie od razu, małymi krokami. Pierwszy krok to mantra, którą powtarzamy tak często jak tylko chcemy ” obojętnie co się wydarzy, jestem gotowa widzieć wszystko optymistycznie. Wierzę w siebie i dobroć życia. Nic nie wytrąci mnie z równowagi”. Pamiętajmy jednak, że optymistyczne spojrzenie na świat, nie oznacza spojrzenia na niego przez różowe okulary. Niezauważanie problemów i godzenie się na wszystko. Optymiści traktują konflikty i swoje troski też bardzo poważnie. Akceptują je, bo wiedzą,że to wszystko należy do naszego życia. Próbują je konkretnie rozwiązywać i nie robią od razu z nich życiowych tragedii. Akceptujmy siebie z naszymi słabościami i nieumiejętnościami. Mamy przecież swoje dobre strony. Miejmy dla siebie trochę więcej czasu, zatrzymajmy się. W tej plątaninie życia pełnego stresu, posłuchajmy świergotu ptaków, powiedzmy „nie” kiedy napływają do nas negatywne myśli. Przecież wszystko jest relatywne. Wpuśćmy do nas szczęście, zauważmy je. Może właśnie puka ono do nas w tym momencie. Wszystko będzie dobrze.

 
 

Bańki mydlane czyli nasze słabości.

16 sie

 

Bańki mydlane mają w sobie coś niezwykłego. Kolorowe, delikatne, tak lekko i bez obaw opływają świat. Te cechy baniek mydlanych, które mnie i nie tylko mnie ( przeprowadziłam sondę), fascynują, zawstydzają nas w naszym codziennym życiu. Od małego uczymy się jak być mocnym, odpornym, wytrzymałym i najlepiej perfekcyjnym. Niechętnie pokazujemy nasze emocje, bo oznaczają one słabość. A przecież słabi nie odnoszą sukcesów i nie są kompetentni , (myśl przewodnia współczesnego świata). Ale czy to odpowiada naszej ludzkiej istocie, czy ukrywając nasze słabości jesteśmy szczęśliwi i czy tak chcemy żyć. Schowani za maskę twardzieli, chcemy być bardziej odporni na zranienie. Przecież to co jest za tą maską jest właściwie najcenniejsze i najpiękniejsze w naszym człowieczeństwie. Nie okazując naszej  wrażliwości nie żyjemy jego pełnią . Przecież to różnorodność uczuć i emocji nawiedzających nas- empatia, strach, smutek, dobry humor, szczęście czynią nasze życie kolorowe, jedyne w swoim rodzaju i ekscytujące.  My jednak przybieramy maskę twardzieli, by przykryć nasze niedoskonałości. Wszyscy mają nas kochać i podziwiać. Czy tak naprawdę kocha się tylko doskonałe opakowanie? Może się jednak na podziwie i zachwycie kończy.

Przecież nasze człowieczeństwo to paleta uczuć, które jesteśmy w stanie przeżyć: radość, strach,wstyd, obrzydzenie, żałoba, ból, złość. Każde z tych uczuć osobno jest jakby wypowiedzią skierowaną do innych,  „popatrz jestem takim samym człowiekiem jak ty”. Jeżeli nasze uczucia zostaną właściwie odebrane wydarza się natychmiast cud człowieczeństwa. Czujemy, że nie jesteśmy sami, inni czyją wraz z nami. Podzielona radość, wspólne zakłopotanie, to my nasza pełnia. Precz z maskami, bądźmy autentyczni. Zaakceptujmy naszą wrażliwość. Nie wstydźmy się. Może to pomoże nam zauważyć, że świat to nie tylko szary kolor, że on także błyszczy i połyskuje jak bańka mydlana.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czekoladowa- Charlotte, bez pieczenia.

08 mar

Z okazji 40-tych urodzin koleżanki z pracy wyczarowałam czekoladową szarlottę.  Lubię sposób przyrządzania tych ciast, bo nie wymagają pieczenia i wyglądają bardzo apetycznie. Przepis na szarlottę z jagodami przedstawiłam już we wpisie z 21 lipca 2014.

Składniki na formę 18 cm: 22 długich biszkoptów, 4 łyżki likieru pomarańczowego ( można też użyć inny alkohol opcjonalnie sok), 250g czekolady gorzkiej, 150g gęstej śmietany o wysokiej zawartości tłuszczu, 4 jajka, 150g cukru.

Przygotowanie: Spód tortownicy lub innego okrągłego naczynia wyłożyć papierem do pieczenia. Biszkopty rozłożyć  gęsto obok siebie na papier. Równomiernie skropić 2 łyżkami  alkoholu  lub soku. Pozostałymi biszkoptami wyłożyć gęsto ścianki foremki. Czekoladę rozdrobnić, rozpuścić w kąpieli wodnej, wymieszać bardzo dokładnie ze śmietaną. Oddzielić żółtka od białek. Żółtka dodać do czekolady, białka ubić dodając cukier. Ubijać tak długo, aż masa będzie biała i błyszcząca. Masę rozłożyć na spodzie. Włożyć do lodówki na około 6 godzin.  Można biszkopty obciąć, ja zostawiłam długie i posypałam czekoladę małymi czekoladowymi pastylkami.

Koleżanka była zachwycona, zabrała ciasto do domu, więc nie kosztowałam mojej pracy.  Następnego dnia dowiedziałam się od koleżanki, że domownicy byli zachwyceni.

Ja przygotowałam to cudo w formie 22cm, pomnożyłam więc wszystkie składniki x 1,49.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii o czekoladzie, przepisy

 

Jesiennie

11 paź

Byłam dzisiaj w parku, chciałam przywitać i zaprosić do siebie jesień. Jesień, zabierającą nam tak szybko światło dnia, szepczącą do ucha silnym wiatrem. Jesień mającą złą sławę, przynoszącą ze sobą i rozdającą na prawo i lewo  depresję.

W parku był ze mną duch wielkiego, niemieckiego poety  Johanna, Wolfganga Goethe. Szeptał do ucha jego słowa „Jesień jest najpiękniejszą porą”. Natura prezentowała się w całym swoim przepychu. Niezwykły jesienny czar, Powietrze przepełnione zapachem ziemi. Światło odbijało się złotym blaskiem. Kolorowe liście, od żółtych, poprzez wszystkie odcienie czerwieni, aż do ciemnego brązu szeleściły pod moimi butami albo wirowały w powietrzu….. Spacerowałam powoli po parku. Oszałamiające, gorące letnie dni pełne angażujących nas przedsięwzięć odeszły. Natura zamyka się w sobie, zaczyna przygotowania do zimowego odpoczynku. Jeszcze trochę  popieści nas baśniowymi kolorami ziemi, wyda wszystkie owoce i zastygnie. Przysiadłam na ławce i postanowiłam podziękować. Przywołać z pamięci wszystkie miłe chwile. Czym zostałam obdarowana przez los w ostatnich miesiącach, dniach, godzinach i minutach? Za co mogłabym podziękować życiu? Zebrałam parę kasztanów, trochę liści, kilka żołędzi. W każdym z nich, kryje się moje osobiste podziękowanie, np: za cudowny zapach i smak mojego ostatnio upieczonego ciasta, za ciepły prysznic po całym dniu pracy, za uśmiech kierowcy autobusu, czekającego na mnie na przystanku, za spokojny, kolorowy początek jesieni  itp… Każdy z Was mógłby uzupełnić tą listę, mamy przecież za co dziękować życiu. Pomyślności.

 
 

Torcik dla dorosłych. Szybki torcik bez pieczenia z winogronami i winem.

10 sie

DSCN0202[1]    Torcik z winogronami i winem, bez pieczenia.

Połączenie chrupiąco-słodkiego spodu z orzeźwiającym kremem bardzo mi smakowało. Torcik jest tylko dla dorosłych, bo zawiera  białe wytrawne wino. Coś pasującego na kolację lub kawę we dwoje. Podany przepis był wykonany w tortownicy 20cm. Jeżeli ktoś chciałby użyć tortownicy 26cm musi wszystkie składniki pomnożyć przez 1,69. Dzisiaj białą czekoladę zastąpiłam gorzką z mała zawartością tłuszczu, co spowodowało, że spód był twardszy niż normalnie, więc nie polecam, pozostańmy przy białej czekoladzie.

Składniki na spód torcika: 150g czekolady białej, 50g masła, 75g płatków kukurydzianych,25g pociętych  migdałów.

Składniki na krem: 4 płatki żelatyny, 200g winogron bez pestek,125ml białego wytrawnego wina, 3 łyżki cukru, 1 łyżeczka skórki z cytryny, 2 łyżki soku z cytryny, 2 łyżki likieru owocowego, 150g śmietanki słodkiej.DSCN0193[1]

Wykonanie: Formę wyłożyć papierem do pieczenia. Czekoladę pokroić, stopić wraz z masłem. Dodać  płatki i migdały. Wymieszać. Przełożyć do formy, wyrównać. Włożyć na 30 minut do lodówki. W tym czasie przygotować winogrona- umyć, można przekroić na połowę. Żelatynę zamoczyć w zimnej wodzie. Wino, cukier, skórkę i sok z cytryny zagotować. Żelatynę wycisnąć i rozpuścić w ciepłym winie. Na koniec dodać likier owocowy. Ostudzić, wstawić na kilka minut do lodówki.  Ubić śmietanę.  Winogrona (zostawić parę do dekoracji) rozłożyć na spód. Wymieszać delikatnie śmietanę z gęstniejącym płynem. Przełożyć do formy, wyrównać. Wstawić na około 4 godzin do lodówki. Smacznego.DSCN0199[2]

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii o czekoladzie, przepisy

 

Kwiat lotosu, czyli lustrzane neurony.

26 lip

DSCN0091[1]        Już jak dziecko źle się czułam w mojej skórze, w moim otoczeniu, w moim ówczesnym punkcie życia. Chciałam inaczej wyglądać, ładnie śpiewać i tańczyć ( niestety słoń mi nadepnął na uchu), nie mieć uczulenia ( o alergii jeszcze się wtedy nie mówiło), gdzie indziej mieszkać. Chciałam być bardziej kochana, bardziej doceniana, mieć po prostu inne, nie MOJE ŻYCIE. Lata przemijały, a ja cierpiałam i marzyłam, że żyję innym życiem. Dziś już wiem, że jako dziecko odbijałam myśli i czyny moich rodziców, którzy usilnie pragnęli, żebym była inna.

W nie tak bardzo odległej przeszłości przeczytałam zdanie wypowiedziane przez mistrza Zen, niestety nie wiem jakiego. ” Obojętnie jak się na to spojrzy, jesteś tylko tutaj, bo TWÓJ ŚWIAT jest z tobą. Ten świat narodził się z pierwszym twoim oddechem”. To zdanie wstrząsnęło mną i niepokoiło mnie przez długi czas.

Dojrzewałam duchowo, trochę to trwało. Wreszcie podjęłam decyzję. Zaproszę MOJE ŻYCIE na spotkanie, porozmawiam z nim, spróbujemy zrobić wspólny remanent. Na pierwsze spotkanie wybrałam ogród botaniczny, ławeczkę obok kwiatów lotosu. Już starożytni zachwycali się tym kwiatem. Mnie też on fascynuje swoim wyglądem i symboliką. Trudne i bolesne to były rozmowy. MOJE ŻYCIE  przejęło od razu inicjatywę i było dla mnie swego rodzaju terapeutą. Już na początku naszych spotkań MOJE ŻYCIE zdradziło mi fascynującą tajemnicę, że wszystko potrzebne do mojego szczęścia znajdę w sobie, i że to ja jestem stwórcą i twórcą MOJEGO ŻYCIA. Tylko ja znam je tak dobrze i widzę tak, jak chcę, więc bardzo subiektywnie. Mogę dzielić się nim z innymi, albo zamknąć się i odciąć od innych. Tylko ja i ono. Przychodząc na świat zostałam obdarowana: wielką odpowiedzialnością ( za niego) oraz siłami tworzenia i przetwarzania (jego). MOJE ŻYCIE domagało się ode mnie odpowiedzi na pytania. Jak buduję i odbieram mój świat? Jak traktuję spotkanych ludzi? Jaki mam stosunek do wszelkich innych istot dzielących ze mną moją egzystencję? Jestem skromna, rozrzutna, zachłanna, sprawiedliwa? Co podtrzymuje mój świat, miłość i zaufanie, czy raczej przeciwne uczucia?  A najważniejsze, czy kocham siebie samą? Długo nie potrafiłam kochać siebie samej. Była to dla mnie miłość obciążona winą i grzechem. Powoli zaczynałam rozumieć,  że miłość to podstawa wszelkiego bytu. Nie możemy miłości dalej przekazywać, nie kochając nas samych. Mając deficyty miłości w naszym sercu, oczekujemy jej jeszcze zachłanniej od innych. Niestety, często nie umiemy przyjąć tego daru. Nie kochając siebie, nie wierzymy, że inni mogą nas kochać.

Naukowcy zajmujący się badaniami mózgu stwierdzili, że tzw.” lustrzane neurony” spełniają bardzo ważną rolę w naszych stosunkach międzyludzkich. Po prostu często odbijamy zachowanie innych, przejmujemy ich sposób patrzenia na świat. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że wszystko co robimy, jest jakby zaprogramowane przez zachowanie tych z którymi obcujemy. Nie zauważamy tego, bo jest to proces dla nas niewidoczny. Nie wpadajmy jednak w panikę z tego powodu. MOJE ŻYCIE podpowiedziało mi, jak mam to zjawisko pozytywnie wykorzystać. Nie tylko do usprawiedliwienia moich poczynań. Moim miłym słowem, uśmiechem,pochwałą, zaufaniem, aprobatą, docenieniem innych mogę ten świat trochę polepszyć. Z każdym dniem będzie on ładniejszy i miał więcej uroku dla mnie i dla wszystkich innych.DSCN0093[1]

 
 

Czekoladowo-malinowe ciasto.

15 lip

Maliny smakują jak lato, las i łąka. W połączeniu z proponowanym przeze mnie ciastem, dla mnie mają dodatkowy smak, a mianowicie moich wypraw do Francji w okresie młodości. Czekolada i maliny, jedno z najpyszniejszych połączeń.  Posmakujcie, przekonacie się sami.DSCN0049[1]          Składniki na tortownicę wielkości 20-22 cm:

200g gorzkiej czekolady,125g solonego masła albo solonej margaryny,250g malin, 3 jajka,100g mąki, 150g miałkiego cukru, szczypta soli, 1 łyżeczka soku z cytryny albo limetki.

Sposób przyrządzenia: Czekoladę zetrzeć na tarce albo bardzo drobno pokroić. Rozpuszczać w kąpieli wodnej, bardzo powoli, dodać drobno pokrojone masło, nie mieszać. Rozpuszczać około 10 minut, po rozpuszczeniu wymieszać i przestudzić.

Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Foremkę wypędzlować tłuszczem i posypać bułką tartą.

Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na bardzo sztywną pianę ze szczyptą soli. Do czekolady wlać żółtka, dodać mąkę i 100g cukru. Wymieszać. Delikatnie połączyć z ubitą pianą z białek i na koniec dodać 150g malin i jeszcze raz delikatnie wymieszać.

Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec około 30-40 minut.

Pozostałe maliny z cukrem i sokiem z cytryny zmiksować i podawać do ciasta jako owocowy sos. Jeżeli lubimy bitą śmietanę, możemy wzbogacić nią nasz wypiek.

Ja serwuję śmietanę z cukrem waniliowym ozdobioną malinami.  DSCN0054[1]Popróbujcie, polecam i smacznego.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, przepisy

 

Sobótka, czyli świętujmy życie.

23 cze

21 czerwiec najkrótsza noc w roku. Pamiętam jak byłam dzieckiem nasze miasto organizowało w ten dzień festyn, zakończony puszczaniem wianków na Wiśle, a moja babcia wspomina  ze swojej młodości, nocne wyprawy do lasu w poszukiwaniu kwiatu paproci. Noc Świętojańska, noc Kopuły, albo Sobótka, tak tą noc nazywali Słowianie. Czcili w tą noc – ogień, wodę, słońce, księżyc, urodzaj,płodność, radość i miłość. Jednym słowem, życie ze wszystkimi jego aspektami.

Spróbujmy więc i my- świętować życie. Wielu z nas zapewne powie,” no tak, z założenia niezły pomysł, ale nie dzisiaj”. Znajdziemy tysiące powodów, żeby dzisiaj życia nie czcić. A to ból głowy, a to brzydka pogoda ( bo przecież nie będziemy się cieszyć życiem w deszczu). Może poczekamy z tym, aż dzieci będą większe, będziemy 5 kilo mniej ważyć i znajdziemy wreszcie pracę itp..

Nic bardziej mylnego, nie czekajmy, zacznijmy już dzisiaj. W tym szarym, przeciętnym, niedoskonałym dniu. Bo to, na co tak uparcie czekamy, nie nadejdzie,  że życie będzie nagle inne jest mrzonką. Iluzją jest wyobrażenie o życiu jako bezstresowej przyjemności, nieustannym dobrym zdrowiu i uchwytnym szczęściu. Nie, to nie jest nasze życie, bądźmy szczerzy. Jutro spojrzymy w lustro i zobaczymy 80-90 letnią staruszkę z wypisanym pytaniem na twarzy- gdzie podziało się moje życie? Pamiętajmy, że mamy je tylko jedne i, że jest ono bezcenne. A składa się tylko z chwil i momentów, no właśnie takich tak teraz. Więc czcijmy je.DSCN0007[1]

Zacznijmy od bardzo prostych zmian. Nie róbmy kilku czynności na raz, skoncentrujmy się tylko na jednej.  Słuchamy muzyki albo piszemy E-maile. Spożywamy obiad, albo czytamy książkę. We współczesnym świecie jesteśmy bardzo dumni, że mamy podzielność uwagi tzw. Multitasking. Czasu mamy coraz mniej,  nasze osiągnięcia mają być coraz bardziej doskonałe.. Nic bardziej mylnego. Im więcej zajęć znajdzie się w naszym dniu codziennym, tym mniej będziemy mieli czasu i nasze życie przeminie jak z ”bicza strzelił” i nigdy go świadomie nie przeżyjemy. Zatrzymajmy się na chwilę. Nie uciekajmy przed życiem, świętujmy jego piękne, acz normalne i codzienne momenty. Idąc skupmy się tylko na czynności „chodzenia”, odkryjmy nasze ciało, jego wspaniałą koordynację. Poczujmy jedność z naszymi stopami, mięśniami… Wygospodarujmy czas na miłe banialuki. Guzdrajmy się i radośnie marudźmy, uśmiechajmy się do drzew, rozmawiajmy z roślinami. Życie możemy świętować pozwalając sobie także na komfort leniuchowania. Nie róbmy niczego, pozwólmy naszym myślom spokojnie przychodzić i odchodzić.  Bądźmy tylko oddechem, poczujmy jego energię.

Małe gesty i momenty szczęścia przeżyte świadomie to swoiste wyznanie miłosne złożone życiu i nam samym. Jedna z możliwości świętowania i czczenia naszego życia. Teraz, dzisiaj, jutro, nie tylko w sobótkową noc.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii cuda, różności, sobótka

 

Czekoladki, pralinki, trufle, czyli serce na dłoni.

09 lut

Luty to mój ulubiony miesiąc, 14 lutego  Walentynki, 18 lutego urodziny mojego przyjaciela i 22 go moje urodziny.Wiele okazji do obdarowywania i brania, do okazywania miłości.Czekoladki i trufle własnego wyrobu, to wspaniały słodki podarunek. Te małe czekoladowe klejnoty uwodzą i kuszą. Mają do tego prawo,bo są  ukoronowaniem czekoladowych kulinarnych fantazji. Używamy do ich wyrobu najlepszej czekolady. W wyrafinowany sposób łączymy ją z często egzotycznymi dodatkami. Otrzymujemy takie małe co nieco.

Do własnego wyrobu czekoladek potrzebujemy trochę zdolności manualnych, wolny czas, cierpliwość i żyłkę kreatora. Z przyrządów: siatkę do pralinek z widelczykami, termometr kuchenny, foremki [ jeżeli chcemy czekoladki wylewać do foremek ] i papierowe kapsułki, jeżeli robimy trufle.

Co jeszcze powinniśmy wiedzieć, zanim przystąpimy do dzieła;

Aby czekoladki pięknie błyszczały i charakterystycznie chrupnęły przy nagryzieniu musimy czekoladę stopić i stemperować. Używamy czekoladę w bloku,  kuwerturę, albo pastylki tzw. callets, są to czekolady z wysoką zawartością kakao. Blok czekoladowy lub kuwerturę kroimy na równe, małe kawałki i 2|3 rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Resztę dodajemy do płynnej czekolady. Czekolada po stopieniu nie powinna przekroczyć 40/45 stopni . W czasie topnienia należy uważać, aby kropla wody nie dostała się do czekolady. Jeżeli coś takiego się stanie, możemy cała procedurę zacząć od nowa, bo czekolada się  zważyła. Płynną czekoladę studzimy do 27-28 stopni i jeszcze raz podgrzewamy- białą czekoladę do 30-31, mleczną do 31-32 i gorzką do 32-33 stopni. Ta czynność nazywa się temperowaniem. Jeżeli chcemy otrzymać skorupki do pralinek, wypełniamy tą ogrzaną czekoladą foremkę (około 1/2 łyżeczki), rozprowadzamy pędzelkiem po ściankach i obracamy do góry nogami do wyschnięcia czekolady. Te skorupki wypełniamy później nadzieniem i zamykamy  stemperowaną czekoladą. Czekolada ta nadaje się także do obtoczenia trufli. Zanurzamy trufle w czekoladzie, obracamy ze wszystkich stron, wyciągamy i suszymy na kratce, wielokrotnie obracając, aby trufle się do niej nie przykleiły.

Nadzienie do pralinek, Ganache, powstaje najczęściej z połączenia 3\4 czekolady i 1\4 śmietany słodkiej, albo masła,  mieszamy to z przyprawami, alkoholem albo orzechami. Śmietankę gotujemy krótko, wrzucamy pokrojoną czekoladę i dodatki, studzimy. Jeżeli używamy masła, dodajemy je do rozpuszczonej czekolady.

Ostudzone ganache tężeje i bez problemu przekładamy je do worka, którym wyciskamy nadzienie do gotowych skorupek w foremkach. Teraz wystarczy tylko stemperowaną czekoladą zamknąć pralinkę, poczekać aż czekolada stężeje, można włożyć do lodówki i czekoladki już gotowe. Pralinki wyjmujemy wypychając je delikatnie z foremek.

Przyrządzanie trufli jest bardzo proste i będzie opisane w przepisie na trufle włoskie.

Czekoladki z Baileys, z likierem śmietankowym

na  około 30 sztuk

200 g czekolady mlecznej do wypełnienia foremek,

100g czekolady mlecznej do zamknięcia pralinek

ganache: 100g czekolady białej

50g czekolady mlecznej

70g śmietanki słodkiej

1 łyżka kawy rozpuszczanej

50 ml likieru śmitankowego

oraz foremki do pralinek, worek do wyciskania, papier do pieczenia, na nim odwracamy formę, żeby spłynął nadmiar czekolady

Wg opisu powyżej przyrządzamy skorupki do czekoladek. Na nadzienie, śmietanę gotujemy około 1 minuty, dodajemy likier śmietankowy i kawę. Rozpuszczamy w tym czekoladę. 20 minut schładzamy, przekładamy do worka, wyciskamy do skorupek, zostawiamy około 2mm. To wszystko zamykamy stemperowaną czekoladą. Czekamy, aż czekolada stwardnieje, może stać w lodówce i wyciskamy delikatnie z foremek.

Niech nasze praliny cieszą też innych.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii o czekoladzie, przepisy

 
 

  • Facebook
  • Nasza Klasa