RSS
 

Notki z tagiem ‘ślad ekologiczny’

Minimalizm. Nasz ślad ekologiczny.

16 mar

Jak już zapowiedziałam  w ostatnim wpisie, chciałabym dzisiaj podzielić się z wami moimi przemyśleniami i doświadczeniem dotyczącymi naszego śladu ekologicznego. Ale co to jest w ogóle ślad ekologiczny. Może spróbuję to wyjaśnić. Ślad ekologiczny jest jakby miarą mierzącą wpływ naszego stylu życia  na środowisko naturalne. Znając swój ślad ekologiczny (jest on wyrażany w hektarach na osobę), możemy wyobrazić sobie, jaka część ziemi jest ” naszym kawałkiem” z którego czerpiemy aby żyć. Jest to źródło surowców naturalnych (do naszego użycia) a także miejsce odbioru i przetwarzania naszych odpadów. Opierając się na prostych matematycznych obliczeniach wiemy, że jeżeli będziemy korzystali z większej powierzchni naszej planety, niż jest ona rzeczywiście dostępna, szybko doprowadzimy do jej zdegradowania i unicestwienia jej zasobów. 6 hektarów zużywa przeciętnie członek unii europejskiej, aby zaspokoić swoje potrzeby konsumpcyjno-energetyczne. Wyprzedzają nas tylko Chińczycy i Amerykanie. Jeżeli te nasze 6 hektarów pomnożymy przez przez osoby, wychodzą liczby od których mi się słabo robi. JEDNA ZIEMIA TO ZA MAŁO, POTRZEBUJEMY TRZY KULE, ABY ZASPOKOIĆ NASZE POTRZEBY. Jeżeli chcemy naszą ziemię przekazać naszym dzieciom i wnukom musimy zmniejszyć o 2|3 nasz ślad ekologiczny.

Wyobraźmy sobie nasz świat jako ogromne naczynie połączone (bo takim naczyniem jest nasz świat już od kilkudziesięciu lat). Każda nasza czynność, każdy nasz zakup niesie ze sobą konsekwencje, nie tylko dla nas, ale także dla innych. Będąc tego świadoma, przestawiłam moją dotychczasową, niekiedy chaotyczną konsumpcję na  konsumpcję strategiczną, albo jak inni ją nazywają zieloną, etyczną, moralną. Chcę tak żyć, mieszkać, kupować i się poruszać, aby pozostała część świata z tego powodu (stylu mojego życia), nie cierpiała, a jeszcze lepiej, żeby czerpała z tego profity. Wiem, że nie dokonam tego w przeciągu 24 godzin, że jest to proces który trwa. Wiem także, że jest to proces z efektem domina. Ruszając jedną kostkę wprawiam w ruch wszystkie. Kupując kawę, świadomie wybieram kawę z certyfikatem Faitrade. W ten sposób nie przyczyniam się  do zwiększenia pestycydów w wodzie, powietrzu organizmach. Identyfikuję się z rolnikiem, który posiada drzewko kawowe. Rozpoznaję w nim takiego samego człowieka jakim ja jestem i uznaje jego prawo do pracy i życia w zdrowym otoczeniu i to jego godziwego wynagrodzenia. Osobiście zredukowałam picie kawy, w ostatnich tygodniach do jednej, dwóch filiżanek dziennie. Szanuję jej wartość, kupuję w sklepie z produktami sprawiedliwego handlu i jestem gotowa zapłacić za nią więcej niż w supermarkecie. Podobnie ma się rzecz z czekoladą, przestawiłam się także na tabliczki z certyfikatami  Zainteresowanych odsyłam http://www.fairtrade.org.pl/           http://www.sprawiedliwyhandel.pl/web/guest;jsessionid=F95780D937A88734905AC4E1754A308Fhttp:/. Zajrzyjcie na te strony, warto.

Na następnych blogu opowiem o repair caffee. Zapraszam.

 

 
 

Plastik, plastik. Minimalizm. Część 5.

11 mar

Bilans moich pierwszych 14 dni życia (prawie) bez plastikowych opakowań. Kosztuje wszystko więcej, a nawet, dużo, dużo więcej i nieraz trzeba się nachodzić. Z mlekiem, jogurtami, sokami nie było kłopotu. Wszystko do nabycia w najbliższym supermarkecie, ceny wyższe, ale dla mnie jeszcze do zaakceptowania. Kupowanie wody mineralnej w szklanych butelkach, jest dla mnie normalne od wielu lat, teraz ważne jest też  miejsce źródła, żeby nie było zbyt daleko od mojego miejsca zamieszkania. Zaoszczędzając wodzie podróży, zredukuję też ilość spalin w powietrzu. Alternatywą może być woda z kranu, mój syn tylko taką pije. Masło na wagę, śmietana w szklanych butelkach, jest ale  niestety, tylko w delikatesach albo sklepach ekologicznych. Do zakupu warzyw i owoców konsekwentnie zabierałam swoje torebki papierowe (tam gdzie trzeba samemu ważyć), albo kładłam kupiony towar bez opakowania na wagę (gdzie waży kasjerka). W małych sklepach warzywno-owocowych i na targu nie było problemu. Tam towar pakowany jest prawie zawsze w torebki papierowe, albo wkładany bezpośrednio do mojej siatki. Dodam jeszcze, że już od kilku lat kupuję tylko sezonowe owoce i warzywa i najlepiej te regionalne. Nie sięgam w środku zimy po truskawki z Maroka, jabłka z Chile, jagody z Nowej Zelandii. Jeżeli brakuje regionalnych producentów zadowalam się produktami roślinnymi z krajów sąsiedzkich. Mięso, wędliny , ser. Najlepiej podobało mi się w małych sklepach. W nich nawet ekspedientki nie patrzyły na mnie dziwnym wzrokiem jak przychodziłam z własnym szklanym pojemnikiem, albo prosiłam o papier bez foliowej warstwy. W innych sklepach zdobyłam nieco inne doświadczenia. A to nie chciano mi zapakować mięsa w mój pojemniczek, bo torebka oczywiście plastikowa musi być zamkniętą paragonem z ceną, widoczną przy kasie. W innym ze względów higienicznych ( tak zostałam poinformowana) kiełbasa musi być pakowana w papier z warstwą foli. Konserwom i puszkom powiedziałam zdecydowane „nie”. Tylko słoiki trafiają jeszcze do mnie do domu. Istnieją niestety produkty których otrzymanie w papierowej torebce, prawie graniczy z cudem, albo jest bardzo drogie. Nie będę pisała tutaj konkretnie o cenach, bo nie jest ważne. Dużą trudność sprawiło mi nabycie kawy na wagę w papierowej torebce. Tchibo sprzedaje co prawda kawę na wagę i ma papierowe torebki. Niestety nie popieram tego koncernu i nie jestem ich klientem. Na przykładzie kawy można zaprezentować całą złożoność minimalizmu. Bo przecież nie chodzi tylko to redukcję tego plastiku, dla mnie ważne jest jeszcze co się za konkretnym towarem kryje. Jak rozdzielone są pieniądze, czy rolnik uprawiający drzewka kawowe, jest w stanie utrzymać z tego rodzinę i wysłać dzieci do szkoły, a nie na pole do pracy. Jaką rolę spełniają koncerny, czy niszczą zapasy towaru aby sztucznie utrzymać ceny? Czy musimy pić tyle kawy, jeżeli wiemy, że do wyprodukowanie filiżanki tego napoju zużywamy 136 litrów wody. Dla mnie kawa stała się pewnego rodzaju luksusem, delektuję się jej każdym łykiem ( do tematu kawy powrócę jeszcze w innym blogu). 

Długo szukałam przypraw na wagę, ewentualnie w szklanych słoiczkach ( niestety zakrętki plastikowe). Rozwiązanie znalazłam w sklepach z Orientu, niestety ale tylko Berlinie, w moim mieście nic nie znalazłam.

A co do Berlina. W październiku ubiegłego roku powstał tam pierwszy sklep sprzedający towary luzem. Dla tych którzy nie mają własnych opakowań sklep prowadzi także ich sprzedaż albo wypożyczenia. Asortyment jak na razie obejmuje 400 zarówno spożywczych jak i kosmetyczno-chemicznych produktów. Jeżeli ktoś z was będzie w Berlinie, zapraszam do odwiedzenia http://original-unverpackt.de/ Mam nadzielę, że powstanie więcej takich sklepów w Niemczech.

Wracam do moich zakupów. Kosmetyki w opakowaniach szklanych ( i znowu ta plastikowa nakrętka) kupiłam zarówno w sklepach w centrum, jak i w sklepach internetowych. Wymienię przykładowo parę firm: Gruene Erde, Yver Roches, Lavera itp. Zainteresowanych odsyłam do stron internetowych…. Firma Lush ( o której to polityce słyszałam zarówno pozytywne jak i negatywne opinie) sprzedaje kosmetyki w twardej formie kostki. Zaopatrzymy się tam w szampony, odżywki do włosów, mleczko do ciała, peelingi, mleczko do zmywania makijażu itp. Mnie zafascynowała pasta do zębów w pastylkach. Pastylkę rozgryzamy i dalej normalnie myjemy zęby. Te pastylki pozostaną już na zawsze w mojej łazience, tak samo jak drewniana szczotka do zębów (firma Gruene Erde). Proszkom do prania poświęcę osobny blog.

A jaki bilans moich pierwszych tygodni  z wdrażaniem minimalizmu w moje życie? Drożej, ale jeszcze do zaakceptowania, pomału nabieram rutyny, wiem, gdzie kierować moje kroki i  sprawia mi to też przyjemność. Będę konsekwentnie redukowała mój ślad ekologiczny. Tu zmierzysz swój ślad ekologiczny. O tym to już następny blog. Zapraszam.

 
 
 

  • Facebook
  • Nasza Klasa